Pelson pisze: ↑02-03-2026, 15:07
olgims pisze: ↑01-03-2026, 10:13
Powiem wam, że strasznie to jest jałowe, nudne i wtórne granie. Ten krabol ewidentnie nie umie w ciekawe kompozycje, wymienił wcześniejsze pseudo dysonanse wzorowane nawet nie na DsO (warsztat ma zbyt nikły żeby Francuzów podrabiać) ale na kolegach ze svartidaudi, na slodko-pierdzace melodyjkowanie przeplatane klasycznymi norweskimi tremolami. No już się do tej kapeli nie przekonam a próbowałem bo coś tam z Islandii nawet lubię a i z terratur wyszło trochę wydawnictw, które mam w kolekcji i wracam często!
AŻ TAK Ci nie podeszło?
Nie że się czepiam, tylko zadziwia mnie, że można tak mocno róznić się w ocenach tego samego materialu.
Żeby była jasność, De Pinte nie jest żadnym objawieniem, ale jak ktos lubi te norweskie melodyjki i nie słucha ich na okragło do porzygu, czyli tak jak ja, to dla takiego ktosia ten album jest wart wydania kasy.
Lepsza płyta Krabolowi wyszła niz poprzednia, bardziej urozmaicona, ciekawsza pomysłami i mniej monotonna. Tytułowy wałek-zaskoczenie, ale buja mną fajnie.
Jak Ci sie widzi Parfaxitas i Diabolus?
Wydaje mi się, że celnie to zdiagnozowałes - lubię te norweskie melodyjki i słucham ich na okrągło do porzygu od ponad 30lat, więc większość tych współczesnych wydawnictw, które są kolejną nawet jeśli nie kopią to wariacją na temat klasyków, nudzi mnie. Słyszę parę pierwszych nutek i już wiem, że wolę sobie wrzucić oryginał, do którego nawiązują. Oczywiście w tym wszystkim są wyjątki, ale żeby tak było musi mi obecnie zagrać kilka kluczowych czynników: kompozycje (musi mieć ten utwór jakiś flow, a nie być tylko mniej lub bardziej umiejętnie posklejany kolażem) i ich wykonanie (często muzycy ze względu na nikłe umiejętności lub wiedzę, nie potrafią zmaterializowac pomysłów za pomocą instrumentarium), brzmienie, wokal, który potrafi coś wnieść (niekoniecznie musi być kolejnym instrumentem, ale niech nie będzie to tylko jednostajne, monotonne darcie mordy), no i jakiś sensowny koncept niech to ma - estetycznie, lirycznie, ideologicznie. No i to co chyba jest najważniejsze w tej muzyce (która jakby nie było, również jest muzyka rozrywkowa) - niech wywołuje jakieś niedobre emocje, musi być gdzieś ten szatan, choroba psychiczna czy inna patologia żeby czynnik niebezpieczeństwa był wyczuwalny. Nie ma dla mnie chyba nic gorszego w metalu, jak bezpieczne granie, jakieś wpisywanie się w trendy i podczepianie pod to co akurat jest na topie. A niestety sporo z tych islandzkich/norweskich kapel (wpisujących się w "ortodoksyjny" nurt) z ostatnich dwóch dekad zakończyło swoją działalność na kopiowaniu kilku patentów na krzyż i ubieraniu kapturów.