SATYRICON
Moderatorzy: Nasum, Heretyk, Sybir, Gore_Obsessed
Regulamin forum
Tematy związane tylko z jednym zespołem lub jedną płytą. Wszelkie zbiorcze typu "América Latina Metal" lub "Najlepsza polska płyta thrash" itp. proszę zakładać w dziale "Dyskusje o muzyce metalowej"
Tematy związane tylko z jednym zespołem lub jedną płytą. Wszelkie zbiorcze typu "América Latina Metal" lub "Najlepsza polska płyta thrash" itp. proszę zakładać w dziale "Dyskusje o muzyce metalowej"
-
Maria Konopnicka
Re: SATYRICON
Triceps, nie ma już siły się z Tobą przekomarzać bo nawet nie wiem co jest istotą tej dyskusji. Zdanie o ostatnim Satyricon mamy w gruncie rzeczy podobne, Ty wolisz słuchać Abby ja Napalm Death, a za chwilę się okaże, że więcej godzin poświęciliśmy tej płycie na forum niż jej twórcy w studiu.
- Skaut
- mistrz forumowej ceremonii
- Posty: 7410
- Rejestracja: 27-03-2004, 13:19
- Caligula
- rozkręca się
- Posty: 58
- Rejestracja: 22-07-2013, 10:33
Re: SATYRICON
Ładne undergroundy widzę wygrzebujesz, nawet na Metal-Archives ich nie ma :)Maria Konopnicka pisze: Dlatego będę słuchał ostatniego Death Of Flesh
-
Maria Konopnicka
Re:
Nie każda muzyka jest warta mojego czasu. Triceps od rana słucha dyskografii Abby, a ja dyskografii Napalm Death. Każdy wybiera to co mu odpowiada.Skaut pisze:No o to chyba chodzi? Muzyką należy się delektować, a nie odsłuchiwać 15 sekund z jewtuba.Maria Konopnicka pisze:za chwilę się okaże, że więcej godzin poświęciliśmy tej płycie na forum niż jej twórcy w studiu.
-
Maria Konopnicka
Re: SATYRICON
LOL szwagier z wujem założyli wczoraj :)Caligula pisze: Ładne undergroundy widzę wygrzebujesz, nawet na Metal-Archives ich nie ma :)
- aginsiak
- w mackach Zła
- Posty: 783
- Rejestracja: 21-12-2008, 19:52
Re: SATYRICON
Nie wiem ,czy juz ktoś o tym pisał,ale ostatni na płycie Natt to absolutna inspiracja tym oto utworem:
- Drone
- mistrz forumowej ceremonii
- Posty: 9917
- Rejestracja: 11-06-2012, 15:28
Re: SATYRICON
Marian, a tak po ludzku. Podoba Ci się ta płyta czy nie? Bo już sam nie wiem.
Przegrana jest na wyciągnięcie ręki.
- Wasyl
- weteran forumowych bitew
- Posty: 1350
- Rejestracja: 09-03-2007, 13:44
Re: SATYRICON
Chłopaki graja tu w jakiegoś dziwnego ping ponga. Z jednej strony Maria z drugiej Skaut i V. Nagle pojawia się Triceps i próbuje buchnąć piłeczkę Marii. Jest w ogóle ta płyta gdzieś w dobrej jakości?
- lucass
- weteran forumowych bitew
- Posty: 1005
- Rejestracja: 14-05-2007, 17:00
- Lokalizacja: lublin
- vicek
- zahartowany metalizator
- Posty: 4660
- Rejestracja: 26-10-2011, 19:49
- Lokalizacja: dolinki
Re: SATYRICON
przecież na get metal była w dobrej jakości , co wy słuchacie na laptopach muzyki czy co ?Wasyl pisze:Chłopaki graja tu w jakiegoś dziwnego ping ponga. Z jednej strony Maria z drugiej Skaut i V. Nagle pojawia się Triceps i próbuje buchnąć piłeczkę Marii. Jest w ogóle ta płyta gdzieś w dobrej jakości?
- gelO
- zahartowany metalizator
- Posty: 3354
- Rejestracja: 01-10-2007, 17:44
- Lokalizacja: Lublin
Re: SATYRICON
Pewnie, że dobry :-)lucass pisze:Dobry ten Satyricon, prawda?!
-
535
Re: SATYRICON
Nie mogę się doczekać zmiany dyscypliny. Wtedy potrzebna będzie większa piłka. Czyją głową zagramy?Wasyl pisze:Chłopaki graja tu w jakiegoś dziwnego ping ponga. Z jednej strony Maria z drugiej Skaut i V. Nagle pojawia się Triceps i próbuje buchnąć piłeczkę Marii.
-
Bless this tongue
- weteran forumowych bitew
- Posty: 1191
- Rejestracja: 03-09-2013, 21:47
-
Maria Konopnicka
Re: SATYRICON
Która płyta? :)Drone pisze:Marian, a tak po ludzku. Podoba Ci się ta płyta czy nie? Bo już sam nie wiem.
-
Maria Konopnicka
Re: SATYRICON
Zyskuje ten album z każdym kolejnym przesłuchaniem - już niepokojący początek powoduje, że skóra cierpnie mi na karku. W tym miarowych graniu czai się jakieś szaleństwo, które wbrew oczekiwaniom nie eksploduje jednak, potęgując wrażenie i wywołując większe emocje. Czasami coś niewypowiedzianego mocniej przemawia niż dosadne wykrzyczenie prosto w twarz.
Utwór płynnie przechodzi w następny, perkusja oszczędna, miarowa i potężna. Gdy wchodzi wokal Satyra serce na moment przestaje mi bić, a płuca nie nadążają pobierać tlenu z powietrza. Czuć w tym kawałku atmosferę "Shadowthrone" , ale jednocześnie wymowa tego utworu jest bardziej dojrzała - wówczas to był las widziany oczami przemierzającego go wędrowca, teraz widzimy ten sam las z pozycji lecącego nad nim kruka. Od gałęzi najwyższych drzew dzieli nas ładne kilkanaście metrów, ale oczy ptaka widzą na liściach kropelki porannej rosy, mieniące się w pierwszych promieniach wschodzącego słońca. Gdy muzyka wycisza widzimy jak gęsta i nieprzenikniona mgła, wylewa się spomiędzy wzgórz strzępiących linię horyzontu, zalewa las i doliny, przesuwa się miarowo po spokojnym lustrze leniwie przepływającej rzeki. I znów uderzenie i znów przyśpieszenie - jest potężnie, patetycznie i wzniośle - Satyr deklamuje i śpiewa z pasją i natchnieniem. Rozpościeramy szeroko skrzydła i lądujemy na polanie.
Trzeci utwór - las wciąga nas coraz bardziej, przekradamy się przez gęste drzewa czując na plecach palące spojrzenie wilka. Przyspieszamy kroku i nie zważając na gałęzie smagające twarz przedzieramy się przez drzewa i gęste krzewy. Rosa porannej mgły osiada na naszym ubraniu. Chcemy biec ale czujemy strach, że to co podąża za nami zacznie biec jeszcze szybciej. Idziemy więc pośpiesznie, bojąc odwrócić się za siebie i gdy wchodzimy na pobliskie wzgórze, a ciepła ręka porannego słońca przeczesuje nasze mokre od potu i rosy włosy, nagle czujemy się częścią tego lasu. Zrozumieliśmy, że żadne zagrożenie nie może nas spotkać ze strony wilka, bo wilk jest w nas samych. Dzika cząstka pierwotnej natury kołacze w naszym sercu, czujemy zapach kwitnących kwiatów dwie polany dalej, słyszymy listek opadający z drzewa po drugiej stronie wzgórza, słyszymy lekkie skrzypienie... to grzyby rosną na polanie, rozgarniając gęstą i mokrą trawę swoimi pulchnymi, brązowymi kapeluszami. Wciągamy głęboko świeże powietrze w płuca i zaczyna się kolejny utwór.
Zaczynamy czuć, że nie tylko nasze zmysły wyostrzyły się, ale twarz porosła sierścią i dużo wygodniej nam iść na czworaka niż na dwóch nogach. Zrzuciliśmy skórę kurka i przywdzialiśmy skórę wilka - wydajemy z siebie wściekłe i jadowite westchnienie odbijane setki razy po porośniętych lasem zboczach i ogromnej dolinie, rozciętej przez nieruchomą rzekę. Ten odgłos jest pośredni pomiędzy krakaniem kruka, a wyciem wilka. Początkowo nas przeraża i onieśmiela, czujemy się jak nastoletni chłopiec zaskoczony pierwszymi oznakami mutacji. Robimy jednak głęboki wdech i krzyczymy jeszcze raz - głośno i dobitnie - nasz głos porusza liście na drzewach, trzepocze igliwiem i sprawia, że zaczynają opadać szyszki. Spadają na mięsiste kapelusze grzybów i rozbijają je w pył. To robactwo dyskretnie przeżarło im kapelusze i wyssało substancję mogącą posilić naszą głodną i zbłąkaną duszę.
I wtedy słyszymy czysty śpiew - jesteśmy wilkiem i krukiem jednocześnie - splatamy się tej parze z gracją i wdziękiem, stawiając kroki tak ostrożnie, by nie zrzucić z trawiastego zbocza kropelek rosy zaczynamy tańczyć. Kruk obejmuje wilka skrzydłami i wbija mu dziób w oko, wilka obejmuje kruka łapami i wgryza się krukowi w szyję. Kruk czuje sierść w dziobie, wilk pióra w pysku - obaj czują ból, błogość i rozkosz, tańczą tak zwiewnie i lekko, że niczym babie lato przesuwają się między drzewami w dół doliny napotykając nieruchomą rzekę. Dotykają stopami tafli wody, ale nie wpadają do niej ani nie tworzą żadnych kręgów. Woda jest jak lustro, twarda i niezmącona, jak w lustrze widać odbicie kruka i wilka w namiętnym danse macabre. Początkowo wydaje się, że wraz z odbiciem tworzą jedną całość, że we czwórkę tańczą. Po chwili jednak ich odbicie odłącza się i zaczyna żyć własnym życiem, nadając byt swemu własnemu odbiciu, a one własnemu. Cała rzeka tańczy, cały las tańczy....
I wtedy rozpoczyna się kolejny utwór - cudowne nawiązanie do "Dark Medieval Times" - tylko, że wówczas byliśmy zbrojnym przedzierającym się przez ostępy leśne, polującym na wiewiórki i żywiącym się czarnymi jagodami, które są czerwone bo są jeszcze zielone. Dziś jagody dojrzały, są czarne aksamitne, soczyste i słodkie. Nie jesteśmy zbrojnym, jesteśmy jego mieczem, tarczą i zbroją. Nie niesiemy śmierci i wojny - jesteśmy śmiercią i wojną. Stal miecza nie połyskuje już w słońcu, zbyt wiele krwi wsiąknęło przez lata w ostrze, pozostawiając po sobie rdzawe bruzdy i wspomnienie krzyku konających ofiar.
Zaczyna się kolejny utwór - nad lasem widzimy czarną chmurę dymu. Z oddali widzimy jak czerwone jęzory płomieni smagają drzewa, a wystraszona zwierzyna ucieka w popłochu z pogorzeliska, w które bezwzględny żywioł zmienia naturę. Biegniemy w kierunku ognia rozkładamy szeroko ręce i rozcapierzając palce rąk bez chwili wahania rzucamy się z urwiska w jego kierunku. W powietrzu zmieniamy się w czarną chmurę i zaczynamy sunąć ku płomieniom.
Zaczyna się kolejny - utwór - czujemy, że gniew wezbrał nasze ciało, które zaczyna pulsować i pękać. Miotamy błyskawice z głębi trzewi a gdy chcemy krzyknąć nad lasem rozlegają się grzmoty. I właśnie wtedy gdy jesteśmy wysoko nad samym centrum pożaru czujemy jak nasze ciało pęka na miliony kawałeczków, a ze środka wylatują grube jak ziarna grochu, gęste jak trawa porastająca dolinę i zimne jak stygnące ciała wilka i kruka, które pozostawiliśmy nad rzeką - krople rzęsistego deszczu. Spadają wprost w płomienie. Pierwsze krople są jak żołnierze rzuceni z okopów wprost na bagnety wrogów, umierają szybko zdławione temperaturą, ale ich bracia umierają ciut później, a bracia ich braci centymetr po centymetrze odzyskują poczerniałe już, gałęzie drzew, które nie zdążyły jeszcze doszczętnie spłonąć. Nasz gniew rośnie i na pograniczu histerii i szaleństwa wylewamy z siebie wodę tak długo, aż ogień zupełnie znika. Zaczyna się kolejny utwór.
Gdy dym nieco opada, przed naszymi oczami odsłaniają się zgliszcza spalonego lasu, Drzewa wyciągają pozbawione liści gałęzie, chude i czarne konary jakby pogrążone w spontanicznej modlitwie dziękującej matce naturze za deszcz. Idziemy w zadumie przez dymiący, martwy las nie dostrzegając, że trawa zieleni się pod naszymi stopami i za każdym dokonanym krokiem bujna i soczysta zieleń pożera pogorzelisko tak długo, aż osiągamy jego kres i gdy wreszcie odwracamy się za siebie nie ma już najmniejszego śladu po niedawnej tragedii. Zaczyna się kolejny utwór.
Zaczynamy rozumieć, że to nie my jesteśmy w lesie, ale las jest w nas. Dostrzegamy, że cichy szept lasu jest naszymi własnymi myślami, ciche skrzypienie drzew i delikatny szum wiatru to nic innego jak nasze pragnienia i marzenia, które boimy się głośno wypowiedzieć, ale które mieszkają głęboko w naszym sercu. Dochodzące w oddali wycie wilka to tęsknota, nieruchoma rzeka to miłość, o której przestaliśmy śnić, a w którą teraz znów wierzymy czując na twarz powiew wiosennego wiatru i ciepło słońca pieszczące nasze zamknięte powieki.
Doskonała płyta! Genialna! Najlepszy album black metalowy wszech czasów. Satyricon sięgnął absolutu - nagrał płytę odważną, album który nie tylko dostarcza nam dużo emocji, ale pozwala odkryć samych siebie. Płyta skrząca się tysiącami barw, muzyka, którą odbiera się wszystkimi zmysłami - inteligentna, wymagająca, wizjonerska. Przeznaczona dla wyjątkowo wrażliwych, wyrobionych, dojrzałych i wyrafinowanych słuchaczy. Ludzi, których wyobraźnia nie zna granic, takich, którzy potrafią być czuli i okrutni, bezwzględni w walce i mądrzy w czasach pokoju. Myślę, że tak naprawdę jest w stanie właściwie zrozumieć tę płytę góra 20 osób. Jeśli odliczymy członków zespołów i mnie to zostaje siedemnaście. Nie sądzę by z tego elitarnego grona znalazł się jeszcze ktoś, kto dziwnym zbiegiem okoliczności pisze na tym forum. Myślę, że nawet Ci, którym się płyta podoba tak naprawdę jej nie zrozumieli - są jak rozbitkowie na bezludnej wyspie, którzy polizawszy pień palmy myślą, że wsmakowali się w mleczko kokosa, który znajduje się na jej czubku.
Utwór płynnie przechodzi w następny, perkusja oszczędna, miarowa i potężna. Gdy wchodzi wokal Satyra serce na moment przestaje mi bić, a płuca nie nadążają pobierać tlenu z powietrza. Czuć w tym kawałku atmosferę "Shadowthrone" , ale jednocześnie wymowa tego utworu jest bardziej dojrzała - wówczas to był las widziany oczami przemierzającego go wędrowca, teraz widzimy ten sam las z pozycji lecącego nad nim kruka. Od gałęzi najwyższych drzew dzieli nas ładne kilkanaście metrów, ale oczy ptaka widzą na liściach kropelki porannej rosy, mieniące się w pierwszych promieniach wschodzącego słońca. Gdy muzyka wycisza widzimy jak gęsta i nieprzenikniona mgła, wylewa się spomiędzy wzgórz strzępiących linię horyzontu, zalewa las i doliny, przesuwa się miarowo po spokojnym lustrze leniwie przepływającej rzeki. I znów uderzenie i znów przyśpieszenie - jest potężnie, patetycznie i wzniośle - Satyr deklamuje i śpiewa z pasją i natchnieniem. Rozpościeramy szeroko skrzydła i lądujemy na polanie.
Trzeci utwór - las wciąga nas coraz bardziej, przekradamy się przez gęste drzewa czując na plecach palące spojrzenie wilka. Przyspieszamy kroku i nie zważając na gałęzie smagające twarz przedzieramy się przez drzewa i gęste krzewy. Rosa porannej mgły osiada na naszym ubraniu. Chcemy biec ale czujemy strach, że to co podąża za nami zacznie biec jeszcze szybciej. Idziemy więc pośpiesznie, bojąc odwrócić się za siebie i gdy wchodzimy na pobliskie wzgórze, a ciepła ręka porannego słońca przeczesuje nasze mokre od potu i rosy włosy, nagle czujemy się częścią tego lasu. Zrozumieliśmy, że żadne zagrożenie nie może nas spotkać ze strony wilka, bo wilk jest w nas samych. Dzika cząstka pierwotnej natury kołacze w naszym sercu, czujemy zapach kwitnących kwiatów dwie polany dalej, słyszymy listek opadający z drzewa po drugiej stronie wzgórza, słyszymy lekkie skrzypienie... to grzyby rosną na polanie, rozgarniając gęstą i mokrą trawę swoimi pulchnymi, brązowymi kapeluszami. Wciągamy głęboko świeże powietrze w płuca i zaczyna się kolejny utwór.
Zaczynamy czuć, że nie tylko nasze zmysły wyostrzyły się, ale twarz porosła sierścią i dużo wygodniej nam iść na czworaka niż na dwóch nogach. Zrzuciliśmy skórę kurka i przywdzialiśmy skórę wilka - wydajemy z siebie wściekłe i jadowite westchnienie odbijane setki razy po porośniętych lasem zboczach i ogromnej dolinie, rozciętej przez nieruchomą rzekę. Ten odgłos jest pośredni pomiędzy krakaniem kruka, a wyciem wilka. Początkowo nas przeraża i onieśmiela, czujemy się jak nastoletni chłopiec zaskoczony pierwszymi oznakami mutacji. Robimy jednak głęboki wdech i krzyczymy jeszcze raz - głośno i dobitnie - nasz głos porusza liście na drzewach, trzepocze igliwiem i sprawia, że zaczynają opadać szyszki. Spadają na mięsiste kapelusze grzybów i rozbijają je w pył. To robactwo dyskretnie przeżarło im kapelusze i wyssało substancję mogącą posilić naszą głodną i zbłąkaną duszę.
I wtedy słyszymy czysty śpiew - jesteśmy wilkiem i krukiem jednocześnie - splatamy się tej parze z gracją i wdziękiem, stawiając kroki tak ostrożnie, by nie zrzucić z trawiastego zbocza kropelek rosy zaczynamy tańczyć. Kruk obejmuje wilka skrzydłami i wbija mu dziób w oko, wilka obejmuje kruka łapami i wgryza się krukowi w szyję. Kruk czuje sierść w dziobie, wilk pióra w pysku - obaj czują ból, błogość i rozkosz, tańczą tak zwiewnie i lekko, że niczym babie lato przesuwają się między drzewami w dół doliny napotykając nieruchomą rzekę. Dotykają stopami tafli wody, ale nie wpadają do niej ani nie tworzą żadnych kręgów. Woda jest jak lustro, twarda i niezmącona, jak w lustrze widać odbicie kruka i wilka w namiętnym danse macabre. Początkowo wydaje się, że wraz z odbiciem tworzą jedną całość, że we czwórkę tańczą. Po chwili jednak ich odbicie odłącza się i zaczyna żyć własnym życiem, nadając byt swemu własnemu odbiciu, a one własnemu. Cała rzeka tańczy, cały las tańczy....
I wtedy rozpoczyna się kolejny utwór - cudowne nawiązanie do "Dark Medieval Times" - tylko, że wówczas byliśmy zbrojnym przedzierającym się przez ostępy leśne, polującym na wiewiórki i żywiącym się czarnymi jagodami, które są czerwone bo są jeszcze zielone. Dziś jagody dojrzały, są czarne aksamitne, soczyste i słodkie. Nie jesteśmy zbrojnym, jesteśmy jego mieczem, tarczą i zbroją. Nie niesiemy śmierci i wojny - jesteśmy śmiercią i wojną. Stal miecza nie połyskuje już w słońcu, zbyt wiele krwi wsiąknęło przez lata w ostrze, pozostawiając po sobie rdzawe bruzdy i wspomnienie krzyku konających ofiar.
Zaczyna się kolejny utwór - nad lasem widzimy czarną chmurę dymu. Z oddali widzimy jak czerwone jęzory płomieni smagają drzewa, a wystraszona zwierzyna ucieka w popłochu z pogorzeliska, w które bezwzględny żywioł zmienia naturę. Biegniemy w kierunku ognia rozkładamy szeroko ręce i rozcapierzając palce rąk bez chwili wahania rzucamy się z urwiska w jego kierunku. W powietrzu zmieniamy się w czarną chmurę i zaczynamy sunąć ku płomieniom.
Zaczyna się kolejny - utwór - czujemy, że gniew wezbrał nasze ciało, które zaczyna pulsować i pękać. Miotamy błyskawice z głębi trzewi a gdy chcemy krzyknąć nad lasem rozlegają się grzmoty. I właśnie wtedy gdy jesteśmy wysoko nad samym centrum pożaru czujemy jak nasze ciało pęka na miliony kawałeczków, a ze środka wylatują grube jak ziarna grochu, gęste jak trawa porastająca dolinę i zimne jak stygnące ciała wilka i kruka, które pozostawiliśmy nad rzeką - krople rzęsistego deszczu. Spadają wprost w płomienie. Pierwsze krople są jak żołnierze rzuceni z okopów wprost na bagnety wrogów, umierają szybko zdławione temperaturą, ale ich bracia umierają ciut później, a bracia ich braci centymetr po centymetrze odzyskują poczerniałe już, gałęzie drzew, które nie zdążyły jeszcze doszczętnie spłonąć. Nasz gniew rośnie i na pograniczu histerii i szaleństwa wylewamy z siebie wodę tak długo, aż ogień zupełnie znika. Zaczyna się kolejny utwór.
Gdy dym nieco opada, przed naszymi oczami odsłaniają się zgliszcza spalonego lasu, Drzewa wyciągają pozbawione liści gałęzie, chude i czarne konary jakby pogrążone w spontanicznej modlitwie dziękującej matce naturze za deszcz. Idziemy w zadumie przez dymiący, martwy las nie dostrzegając, że trawa zieleni się pod naszymi stopami i za każdym dokonanym krokiem bujna i soczysta zieleń pożera pogorzelisko tak długo, aż osiągamy jego kres i gdy wreszcie odwracamy się za siebie nie ma już najmniejszego śladu po niedawnej tragedii. Zaczyna się kolejny utwór.
Zaczynamy rozumieć, że to nie my jesteśmy w lesie, ale las jest w nas. Dostrzegamy, że cichy szept lasu jest naszymi własnymi myślami, ciche skrzypienie drzew i delikatny szum wiatru to nic innego jak nasze pragnienia i marzenia, które boimy się głośno wypowiedzieć, ale które mieszkają głęboko w naszym sercu. Dochodzące w oddali wycie wilka to tęsknota, nieruchoma rzeka to miłość, o której przestaliśmy śnić, a w którą teraz znów wierzymy czując na twarz powiew wiosennego wiatru i ciepło słońca pieszczące nasze zamknięte powieki.
Doskonała płyta! Genialna! Najlepszy album black metalowy wszech czasów. Satyricon sięgnął absolutu - nagrał płytę odważną, album który nie tylko dostarcza nam dużo emocji, ale pozwala odkryć samych siebie. Płyta skrząca się tysiącami barw, muzyka, którą odbiera się wszystkimi zmysłami - inteligentna, wymagająca, wizjonerska. Przeznaczona dla wyjątkowo wrażliwych, wyrobionych, dojrzałych i wyrafinowanych słuchaczy. Ludzi, których wyobraźnia nie zna granic, takich, którzy potrafią być czuli i okrutni, bezwzględni w walce i mądrzy w czasach pokoju. Myślę, że tak naprawdę jest w stanie właściwie zrozumieć tę płytę góra 20 osób. Jeśli odliczymy członków zespołów i mnie to zostaje siedemnaście. Nie sądzę by z tego elitarnego grona znalazł się jeszcze ktoś, kto dziwnym zbiegiem okoliczności pisze na tym forum. Myślę, że nawet Ci, którym się płyta podoba tak naprawdę jej nie zrozumieli - są jak rozbitkowie na bezludnej wyspie, którzy polizawszy pień palmy myślą, że wsmakowali się w mleczko kokosa, który znajduje się na jej czubku.
Ostatnio zmieniony 04-09-2013, 23:51 przez Maria Konopnicka, łącznie zmieniany 2 razy.
- Riven
- Biały Weteran Forume Tańczący na Kurhanach Wrogów
- Posty: 16717
- Rejestracja: 27-05-2004, 11:15
- Lokalizacja: behind the crooked cross
- Kontakt:
- Lykantrop
- mistrz forumowej ceremonii
- Posty: 8015
- Rejestracja: 23-12-2009, 17:51
Re: SATYRICON
:D
Maria tym postem wygrał konkurs na masterfulowego trolla roku 2013 :D
Maria tym postem wygrał konkurs na masterfulowego trolla roku 2013 :D
Only pierwsze bicia are real!
manieczki pisze:Proszę tutaj pana lykantropa nie denerwować dzisiaj już, bo wypił 5(pięć) piwek, d.o.k.u.r.w.i.l wor metalem i cisnienie jego wynosi tera 150/95
- yossarian84
- rasowy masterfulowicz
- Posty: 3291
- Rejestracja: 24-07-2010, 12:16
Re: SATYRICON
o skurwysyn :D mam nadzieję że to skopiowane skądś, bo niezłym trzeba być jednak zjebem, żeby taki trolling dojebać na temat płyty, której się nie lubi...
- Skaut
- mistrz forumowej ceremonii
- Posty: 7410
- Rejestracja: 27-03-2004, 13:19










