Strona 1 z 1

ETERNAL CHAMPION - The Armor of Ire (2016)

: 08-01-2017, 20:14
autor: moonfire
Obrazek

Lubicie Manilla Road? Zaczytujecie się w Lovecrafcie? To pozostańcie przez chwilę, bo obie swoje pasje odnajdziecie na debiutanckim albumie Eternal Champion. Zespół pochodzi z USA (i bardzo dobrze!), ze stolicy Teksasu, gdzie króluje country, ale do tej stylistyki raczej się nie zbliża. Hołduje za to barbarzyńskiemu heavy metalowi i takim właśnie tekstom, w których potwory z opowiadań H. P. Lovecrafta spotykają się z wojownikami od Roberta Howarda. Zresztą rzut oka na okładkę nie pozostawia wątpliwości: ta płyta raczej nie spodoba się redaktorom zasłuchanym w falsety nadwrażliwych brodaczy z akustycznymi gitarami (szczerze nie cierpię takiej stylistyki, a widok takiego Devendry Banharta powoduje wzmożone refleksje na temat gender). Na łamy hipsterskich serwisów nie ma więc co liczyć, chociaż kto wie, co temu towarzystwu się w przyszłości spodoba? Jeśli polubili black metal (przynajmniej deklaratywnie), to może kiedyś polubią muzyczny odpowiednik Conana Barbarzyńcy.

http://ltura.blogspot.com/2017/01/etern ... ka-ze.html" onclick="window.open(this.href);return false;

Re: ETERNAL CHAMPION - The Armor of Ire (2016)

: 09-01-2017, 17:39
autor: InAGaddaDaVida
Podoba mi się brzmienie. Takie z lat 80tych, a przy tym oryginalne. Tylko wokal trochę schowany. Słychać tu też wczesne Savatage czy Agent Steel.
Niestety same kompozycje nie są już tak dobre.
Jak na retro ok, ale ogólnie na dłuższe słuchanie szkoda czasu.

Re: ETERNAL CHAMPION - The Armor of Ire (2016)

: 09-01-2017, 17:59
autor: moonfire
Mnie za to bardzo wciągnęła ta płyta, podobnie jak Sumerlands.

Re: ETERNAL CHAMPION - The Armor of Ire (2016)

: 09-01-2017, 18:21
autor: Pacjent
Poza pierwszym kawałkiem płyta strasznie przeciętna.

Re: ETERNAL CHAMPION - The Armor of Ire (2016)

: 09-01-2017, 18:21
autor: Hatefire
InAGaddaDaVida pisze:Podoba mi się brzmienie. Takie z lat 80tych, a przy tym oryginalne. Tylko wokal trochę schowany. Słychać tu też wczesne Savatage czy Agent Steel.
Niestety same kompozycje nie są już tak dobre.
Jak na retro ok, ale ogólnie na dłuższe słuchanie szkoda czasu.
Podpiszę się pod tym co kolega napisał. W skrócie duch jest, ale odrobiny finezji brak. Niemniej to niezły materiał i słuchałem z przyjemnością.

Re: ETERNAL CHAMPION - The Armor of Ire (2016)

: 09-01-2017, 18:58
autor: __________
bardzo lubię takie granie
choć jest to materiał z kilku lat to widać jak u chłopaków zmienia się muzyka, nowsze kawałki są szybsze bardziej melodyjne, przypominają mi o Thunder Rider, ale generalnie jest to dalej ten sam obskurny amerykański heavy metal
taki rodzaj muzyki to i tak nisza i niech tak zostanie, wtedy to taki metal jest bardziej wiarygodny i nikt z wielkich się nie wtrąca a kapela gra swoje.

ruchome obrazki:
" onclick="window.open(this.href);return false;
widać, że się dzieje a w takim Legend sam bym poszalał :)

Re: ETERNAL CHAMPION - The Armor of Ire (2016)

: 10-01-2017, 22:37
autor: moonfire
__________ pisze:bardzo lubię takie granie
choć jest to materiał z kilku lat to widać jak u chłopaków zmienia się muzyka, nowsze kawałki są szybsze bardziej melodyjne, przypominają mi o Thunder Rider, ale generalnie jest to dalej ten sam obskurny amerykański heavy metal
taki rodzaj muzyki to i tak nisza i niech tak zostanie, wtedy to taki metal jest bardziej wiarygodny i nikt z wielkich się nie wtrąca a kapela gra swoje.
O to moim zdaniem powinno chodzić w heavy metalu, ma być obskurnie, podziemnie, barbarzyńsko, bez ładnych melodii i komputerowej produkcji.

Re: ETERNAL CHAMPION - The Armor of Ire (2016)

: 19-01-2017, 07:26
autor: Karkasonne
Jestem w trakcie.
Jestem wielkim fanem epickiego grania i tym samym (w kolejności alfabetycznej) Bathory, Battleroar, Ex Deo, Forefather, Grand Magus, Holy Martyr, Lord Vigo, Macabre Omen, Pohjast, Primordial, Wartha itd. mają zarezerwowane ważne miejsce w moim sercu.
Zaczęło się dobrze. Nie jestem przekonany jednak, czy to takie surowe i barbarzyńskie, jak sugerowałaby okładka i autor tematu. Już w "Armor of Ire" zaczynają się jakieś podejrzane zaśpiewy, które nie przypominają mi manierą niczego innego, jak – Ghost.
W większości kawałków barbarzyńca nie jest bardzo barbarzyński. Jest starszym, ustabilizowanym barbarzyńcą, który w swoim życiu już narabował, pozabijał i wygwałcił. Obecnie siedzi na szczycie góry i zaczyna rozumieć, że od wiatru we włosach, galopującego konia i płaczu kobiet jego wrogów w życiu ważniejszy jest miękki papier toaletowy, dobrze dobrana sztuczna szczęka oraz lekkostrawne jedzenie, po którym nie męczą go wzdęcia. Puszcza sobie czasem Holy Martyr "Invincible" i mówi - "Ho ho ho, zupełnie jak ja za młodych czasów! Gdybym był ze 40 lat młodszy, to bym im pokazał, jak się gra barbarzyński heavy metal!". Niestety, czasu nie da się cofnąć, więc nie potrafi już wykrzesać z siebie faktycznego wkurwu, który pchnąłby go do zabicia czegoś większego niż pchła, która zadomowiła się razem z rodziną w jego bieliźnie i w żaden sposób nie daje się wykończyć. Wybiera się więc – w celu udowodnienia swojej barbarzyńskości – na ostatni most, którego strzeże ostatni troll, by go zabić. Sentyment jednak pozostaje silniejszy i kończą, grając na kamiennym stole w bingo i wspominając, jak to było 40 lat temu. Rozmyśla też nad tytułami utworów, kiedy przypomina mu się mama:
Conan, ty młocie! Znowu nie wyciągnąłeś prania z rzeki! No, powtórz, kim jesteś?
Jestem młotem, mamo.
I tak powstaje "I Am The Hammer". A reszta jakoś idzie. Wspomina różne historie –
O tym, jak zakładał zbroję, by uchronić się przed gniewem mamy, która rzucała w niego kartoflami. (The Armor of Ire)
O tym, jak był pucybutem u ostatniego króla Piktów. (The last King of Pictdom)
O tym, jak wyjebał się na lodzie, że aż krew poszła. (Blood Ice)
O tym, jak zmarzł mu i skurczył się wówczas siurek, gdy leżał nieprzytomny (The Cold Sword)
O tym, jak po wybudzeniu krzyczał z płaczem o pomoc, bo zgubił się w lesie (The Invoker)
O tym, jak umarł na nowotwór jego chomik Waldek (Sing a Last Song of Valdese)
Oraz o tym, jak lubił tajniakiem sikać w zacienionej bramie sąsiada (Shade Gate)

Na garach zasiadł kolega troll, więc są trochę kwadratowe, ale to nie szkodzi. Na basie mama, która wciąż potrafiła dobrze zabrzmieć, chociaż ciągle wtrącała się w mix albumu. Wyszło jej to nie najgorzej, bo była jednak bardziej barbarzyńska od naszego barbarzyńcy. I tak powstał Chocapic.