Zmykam do lasu. W każdym bądź razie wiem na swoim przykładzie, że pierwsza myśl z rana po przebudzeniu to wziąść ta różowa pigulke zanim trafi się ten stan nadmiernego pobudzenia. To już się dzieje z automatu.
Teraz próbuje sobie wyobrazić co bym zrobił jakbym ich nie miał....
Zanim wsiądę na rower jeszcze raz chciałbym to podkreślić że te uczucie zmęczenia takiego przyziemnego jest najlepszym efektem brania lekarstw. Tu nie ma mowy o jakimś efekcie otumanienia ale o takim efekcie blokady samorozkrecania się i gonitwy która potrafila czasem trwać bez końca.
Zwykle polezenie na kanapie jest przyjemne, wnosi element relaksacyjny a nie wieczna potrzeba angażowania się w bodźcowanie.
Pokój AA
Moderatorzy: Nasum, Heretyk, Sybir, Gore_Obsessed
-
tomaszm
- mistrz forumowej ceremonii
- Posty: 11130
- Rejestracja: 26-12-2010, 12:33
- Lokalizacja: Doliny
Re: Pokój AA
Czas zintensyfikowanej pracy do 8.05. Poza zasięgiem. Only hard work is real.
-
tomaszm
- mistrz forumowej ceremonii
- Posty: 11130
- Rejestracja: 26-12-2010, 12:33
- Lokalizacja: Doliny
Re: Pokój AA
Tak jeszcze odnośnie lideksoamfetaminy to zawsze jak schodzi powietrze zawodowe przez weekend to mam wrażenie że efekt jest podwójny. Klepie i rozluźnia w sposób mistyczny. Głowa wolna od napięć i wtedy delektujesz się działaniem prochów na pelnej.
Tylko to że błyskawicznie uzależnia. Jest bosko.
Nie ma furtki że może jakiś stan napięcia się wdać, wslizgnąć niepokój. Jest blogostan.
Zawsze każda sobota i niedziela jak urywam się od pracy efekt działania jest kompletny.
Wchodzi taki poziom pozytywnej energii kompletnie nieosiągalny przy alkoholu czy innym używkach.
Wszystko zwalnia, leżysz na kanapie i nie musisz nic robić poza ta rozkoszą tego efektu katharsis dla głowy. Czysty mistycyzm.
Ciężko mi to opisać też słowami. Jeśli do czegoś miałbym to przyrównać to do sytuacji gdzie wąskim korytarzem uciekasz przed jakimś potworem rodem z powieści Lovecrafta i zamykasz mu drzwi a on odchodzi. I ogarnia cie blogostan.
Zawsze jest tak że po takim okresie wzmożonych napięć jak one puszczają i wezmę prochy na ADHD to osiągam stan komplementarny z całym światem. Wchodzą we mnie jak nóż w masło.
Inna galaktyka spokoju, relaksu itd. W tygodniu tak nie mam. Nie działają na mnie w ten sposób. Owszem robią swoje ale kiedy masz wolna głowę wchodzą na pierwszy plan.
Tylko to że błyskawicznie uzależnia. Jest bosko.
Nie ma furtki że może jakiś stan napięcia się wdać, wslizgnąć niepokój. Jest blogostan.
Zawsze każda sobota i niedziela jak urywam się od pracy efekt działania jest kompletny.
Wchodzi taki poziom pozytywnej energii kompletnie nieosiągalny przy alkoholu czy innym używkach.
Wszystko zwalnia, leżysz na kanapie i nie musisz nic robić poza ta rozkoszą tego efektu katharsis dla głowy. Czysty mistycyzm.
Ciężko mi to opisać też słowami. Jeśli do czegoś miałbym to przyrównać to do sytuacji gdzie wąskim korytarzem uciekasz przed jakimś potworem rodem z powieści Lovecrafta i zamykasz mu drzwi a on odchodzi. I ogarnia cie blogostan.
Zawsze jest tak że po takim okresie wzmożonych napięć jak one puszczają i wezmę prochy na ADHD to osiągam stan komplementarny z całym światem. Wchodzą we mnie jak nóż w masło.
Inna galaktyka spokoju, relaksu itd. W tygodniu tak nie mam. Nie działają na mnie w ten sposób. Owszem robią swoje ale kiedy masz wolna głowę wchodzą na pierwszy plan.
Czas zintensyfikowanej pracy do 8.05. Poza zasięgiem. Only hard work is real.
-
tomaszm
- mistrz forumowej ceremonii
- Posty: 11130
- Rejestracja: 26-12-2010, 12:33
- Lokalizacja: Doliny
Re: Pokój AA
Tak szczerze Tomasz byłeś kiedyś na jakiś konsultacjach u sensownego psychiatry? Ja nie piszę o tej całej masie od wypisywania recept tylko kogoś kto ma fachowe pojęcie.tomekw48 pisze: ↑30-04-2026, 23:50Moje oświecenie poszło się je...ać...
Właśnie zaczynam majówkę i co robię w pierwszy wolny dzień?
Oczywiście chleję... Ale dziś tylko piwko (właśnie 4 leci) i słucham najnowsze immolation... Może jeszcze sobie zajaram i będę słuchał nowego immolation w mega zwolnionym tempie w stanie gdzie czas traci znaczenie...
Dobija mnie to, że moje życie jest tak wyczerpujące w pracy, że muszę to zachlać i zajarać. Odnajduję w tym przyjemność. Żona i dziecko już śpią i zostaję sam... I co tu robić? Nic tylko chlać...
Ci którzy pamiętają moje posty wiedzą, że mam co zapijać... Istnieje tylko ja. Reszta to iluzja...
Nie, nie, nie... Tak nie jest...
Jak to nie? Skoro sam tego doświadczyłem na własnej skórze, bo podświadomie tego chciałem.
Chciałem tego i zostało mi to udowodnione w jak najbardziej namacalny sposób...
Skończ z tym.
Zachlej to i zaćpaj sobie. Poczuj się przez chwilę bez czasu. Jestem jak robot.
Każdy robot, który uzyskał samoświadomość chleje.
I Ty drogi czytelniku...
Jedno zdanie do Ciebie...
Ja Bóg... Mówię Tobie...
Istniejesz tylko Ty i Ja.
Istniejesz tylko małe Ty i wszechogrom Mnie, który Ciebie osacza z każdej strony...
To co czytasz to tylko iluzja.
Podobnie jak cały Twój wszechświat stworzony przeze mnie.
Małe JA i olbrzymi wszechmocny mający wpływ na każdą Twoją reakcję Bóg.
Taki jest świat.
Nie wiem jak Ty, ale Twój Bóg właśnie chleje...
I ćpa trawę medyczną na wyimaginowaną depresję, ale chyba coś z tej depresji naprawdę jest. To wcale nie ściema.
Ktoś kto skieruje Cię na profesjonalną diagnostykę, zbada wzdłuż i wszerz nie tylko pod kątem głowy ,bo pewne rzeczy biorą się z bardzo przyziemnych rzeczy jak brak np czegoś w organiźmie.
Dziś ta psychiatria jest na bardzo zaawansowanym poziomie. Nie wróżenie z fusów, błyskawiczna diagnostyka tylko naprawdę można rzetelnie podejśc do tematu i sobie pomóc.
Weź pod uwagę że źle zdiagnozowana choroba i przyjmowanie niewłaściwych lekarstw może mieć fatalny skutek w pogłębianie się pewnych rzeczy.
Czas zintensyfikowanej pracy do 8.05. Poza zasięgiem. Only hard work is real.
- ŚWIADECTWA_JEZUSA
- postuje jak opętany!
- Posty: 352
- Rejestracja: 25-10-2025, 16:05
Re: Pokój AA
Moim zdaniem cała ta psychiatria i psychologia to jeden wielka bzdura a dobrych specjalistów jest z 5%. Psychiatra jasne da ci receptę i pewnie pomoże ale coś jeszcze? nie. A już terapie alkoholowe to szczyt idiotyzmu. No może dadzą tam podstawową wiedzę o nałogu co z czego wynika ale jak sam człowiek nie chce i sobie w głowie nie ułoży + ktoś bliski to chuja co mu pomogą.
Znam ludzi co chlali a nie chleją bez terapii i takich co byli na 3 płatnych i chleją. To nie tworzy reguły ale ja swoje zdanie mam na ten temat.
Psycholog jest o tle dobry ze się min. można wygadać.
Głowę uleczysz tylko ty sam.
Znam ludzi co chlali a nie chleją bez terapii i takich co byli na 3 płatnych i chleją. To nie tworzy reguły ale ja swoje zdanie mam na ten temat.
Psycholog jest o tle dobry ze się min. można wygadać.
Głowę uleczysz tylko ty sam.
POLSKA zawsze KATOLICKA
-
tomaszm
- mistrz forumowej ceremonii
- Posty: 11130
- Rejestracja: 26-12-2010, 12:33
- Lokalizacja: Doliny
Re: Pokój AA
Boże jaka bzdura.Większej dziś na pewno nie przeczytam. Chłopak w wyładowanich hiperkinetycznych nie masz żadnej kontroli nad tym co robisz. Mozesz siorpać miesiąc sok z buraka i robić sobie napary z ziółek.
Ostatnio zmieniony 01-05-2026, 13:57 przez tomaszm, łącznie zmieniany 1 raz.
Czas zintensyfikowanej pracy do 8.05. Poza zasięgiem. Only hard work is real.
- tomekw48
- weteran forumowych bitew
- Posty: 1159
- Rejestracja: 30-10-2018, 23:45
Re: Pokój AA
Byłem u psychiatry kiedyś, kiedy moje wizualizacje pojawiały się spontanicznie. Generalnie lekarz stwierdził, że to nic poważnego, bo podobne rzeczy dzieją się u większości ludzi, tylko oni tego nie zauważają. I w takich częstotliwościach, jak to u mnie występuje, to się tego nie leczy.tomaszm pisze: ↑01-05-2026, 12:33Tak szczerze Tomasz byłeś kiedyś na jakiś konsultacjach u sensownego psychiatry? Ja nie piszę o tej całej masie od wypisywania recept tylko kogoś kto ma fachowe pojęcie.tomekw48 pisze: ↑30-04-2026, 23:50Moje oświecenie poszło się je...ać...
Właśnie zaczynam majówkę i co robię w pierwszy wolny dzień?
Oczywiście chleję... Ale dziś tylko piwko (właśnie 4 leci) i słucham najnowsze immolation... Może jeszcze sobie zajaram i będę słuchał nowego immolation w mega zwolnionym tempie w stanie gdzie czas traci znaczenie...
Dobija mnie to, że moje życie jest tak wyczerpujące w pracy, że muszę to zachlać i zajarać. Odnajduję w tym przyjemność. Żona i dziecko już śpią i zostaję sam... I co tu robić? Nic tylko chlać...
Ci którzy pamiętają moje posty wiedzą, że mam co zapijać... Istnieje tylko ja. Reszta to iluzja...
Nie, nie, nie... Tak nie jest...
Jak to nie? Skoro sam tego doświadczyłem na własnej skórze, bo podświadomie tego chciałem.
Chciałem tego i zostało mi to udowodnione w jak najbardziej namacalny sposób...
Skończ z tym.
Zachlej to i zaćpaj sobie. Poczuj się przez chwilę bez czasu. Jestem jak robot.
Każdy robot, który uzyskał samoświadomość chleje.
I Ty drogi czytelniku...
Jedno zdanie do Ciebie...
Ja Bóg... Mówię Tobie...
Istniejesz tylko Ty i Ja.
Istniejesz tylko małe Ty i wszechogrom Mnie, który Ciebie osacza z każdej strony...
To co czytasz to tylko iluzja.
Podobnie jak cały Twój wszechświat stworzony przeze mnie.
Małe JA i olbrzymi wszechmocny mający wpływ na każdą Twoją reakcję Bóg.
Taki jest świat.
Nie wiem jak Ty, ale Twój Bóg właśnie chleje...
I ćpa trawę medyczną na wyimaginowaną depresję, ale chyba coś z tej depresji naprawdę jest. To wcale nie ściema.
Ktoś kto skieruje Cię na profesjonalną diagnostykę, zbada wzdłuż i wszerz nie tylko pod kątem głowy ,bo pewne rzeczy biorą się z bardzo przyziemnych rzeczy jak brak np czegoś w organiźmie.
Dziś ta psychiatria jest na bardzo zaawansowanym poziomie. Nie wróżenie z fusów, błyskawiczna diagnostyka tylko naprawdę można rzetelnie podejśc do tematu i sobie pomóc.
Weź pod uwagę że źle zdiagnozowana choroba i przyjmowanie niewłaściwych lekarstw może mieć fatalny skutek w pogłębianie się pewnych rzeczy.
Te spontaniczne wizualizacje polegają na tym, podam teraz kilka sytuacji z życia...
1. Leżę w szpitalu (nie psychiatrycznym:) i żona jest przy mnie i chwilę nie rozmawiamy. Patrzę na zegarek i jest 12. Mija dosłownie z 5 minut i ponownie patrzę na zegarek, a tam już 13 i żona mówi, że musi iść. Ta godzina, która zniknęła to było dosłownie kilka minut wizyty.
2. Budzę się rano i szukam obrączki. Idę do pokoju gdzie ją zawsze odkładam i patrzę na stół i jej nie ma. Szukam na biurku i nic. Pytam się żony, czy ją widziała i nic. Wracam do pokoju od którego zacząłem poszukiwania i tam w tle promieni słońca wpadających przez okno na środku stołu leży lśniąca obrączka jak byk. Daje sobie głowę uciąć, że jej tam nie było. I nagle bezczelnie się tam zwizualizowała.
3. Rozliczam PITa mojej siostry. Ma niepełnosprawność i ona rozlicza w picie leki. Dodaje wszystkie faktury i trafiam na fakturę, gdzie nie ma miejscowości i daty wystawienia faktury. Za chuja nie można tego znaleźć. Zła faktura myślę sobie błędnie wystawiona. Przyglądam się kilkukrotnie i nic. Patrzę znowu a tam w prawym lewym narożniku widnieje jak byk miejscowość i data wystawienia.
4. Ta sytuacja jest związana z masterfulem:) Tak - Wy też dołożyliście cegiełkę do mojego szaleństwa:) Jest temat z dowcipami i temat pierwszej komunii. Jest zdjęcie na którym widać dzieciaka pierwszokomunijnego z plikiem banknotów. Mało śmieszne myślę sobie. Przewijam stronę do pozostałych dowcipów i coś mnie tknęło aby wrócić do tego zdjęcia. Przewijam z powrotem bez odświeżania strony, bo to na jednej stronie było i widzę to samo zdjęcie ale tym razem dzieciak ma w chuj banknotów wokół siebie porozkładanych. Zaskoczyło mnie to i pomyślałem sobie matrix kurwa i że teraz jest to śmieszne.
5. Najnowsza sytuacja z tego tygodnia. Jestem w pracy. Woła mnie szef i mówi, że pojadę do klienta na pomiary nowego urządzenia, które mamy zrobić i dał mi kilka zdjęć stanowiska pracy na którym będę pracował i mówi: tu masz zdjęcia i jak będziesz na miejscu to się dogadasz. Przeglądam te zdjęcia i sobie myślę. No ładnie. Zdjęcia są, ale nic z ich nie wynika. Wszystko od zera i będę musiał improwizować. Jadę do klienta i jeszcze raz przeglądam te zdjęcia i na jednym z tych zdjęć pojawił się odręczny zarys gabarytów maszyny. Wcześniej tego nie było. Matriks kurwa.
To jest tylko kilka sytuacji z mojego życia. Pojawiają się one u mnie notorycznie z częstotliwością 1x na m-c kiedyś, obecnie raz na 2-3 m-ce. Czyli teraz rzadziej. Co nie zmienia faktu, że istnieje siła wyższa, która ma wpływ na całe moje życie i na wszystkie jego aspekty. Jestem w garści tej siły. Stąd takie a nie inne moje pisanie na masterfulu. Stąd taka a nie inna jest moja logika dotycząca naszego życia. Jestem tylko ja i Bóg. Nie ma Was. Jest tylko Bóg który jest wszystkim.
Moje podejście wynika z tego, że jestem typowym analitykiem na zasadzie 0 i 1. Nic pomiędzy. I do takich wniosków doszedłem. Zgodnie z tym co powiedział mi psychiatra, jakby takie sytuacje zdarzały się częściej i miały destrukcyjny wpływ na moje życie, to wtedy to się leczy. Obecnie częstotliwość tego zmalała, więc nie łapie się na żadną rozmowę. Niestety nigdy nie zapomnę tych sytuacji i nawet leki mi nie pomogą, ponieważ ja już zawsze będę pamiętał, że życie to matriks. Może te sytuacje by znikły, ale co z tego, skoro już je przeżyłem. Już wiem jak to jest, gdy siła wyższa objawia Ci się w nieoczekiwanym momencie.
Mam nadzieję, że to przeczytasz tomaszm i skomentujesz, bo się napisałem:)
Jesteś spoko gość. Nie wyśmiewasz mnie.
Jak wewnątrz tak i na zewnątrz.
-
tomaszm
- mistrz forumowej ceremonii
- Posty: 11130
- Rejestracja: 26-12-2010, 12:33
- Lokalizacja: Doliny
Re: Pokój AA
Tomasz ostatnie co by mi przyszło do głowy to się wyśmiewać, Przeczytałem i szanuje to co napisałeś. Warto się dzielić doswiadczeniami, odczuciami, odbiorem rzeczywistości.
Wiem, że ja bez lekarstw na pewno dalej brnąłbym w używki. Byle siebie samemu pokonać. Byle znokautować umysł. W końcu to moje chodzenie z nożami myśliwskimi skończyłoby się tym że ten nóz mysliwski wyjąłbym spod kurtki i komuś zrobił krzywdę w ostrzejszej konfrontacji. Szukałem wszędzie zaczepki i konfrontacji. W takim pobudzeniu ze byłem w stanie w kanjpie po dwóch piwach rozpętać piekło. Nawet nie pamiętałem wyjazdu samochodem z biura bo umysł odcinał samoświadomość.I To że mieszkam na zadupiu i tu wiele osób mnie zna- policja mnie nie zastrzeliła a szwagier odwoził mnie do domu kiedy zaczęło się piekło .Tak się to kończyło dla mnie. Skończyłoby się tragedią, w opinie biegłego sądowego każdy lekarz poświadczyłby ,że ja nad tym nie mam kontroli.
Przy braniu lekarstw czuję się szerze jakieś 300% procent lepiej. Czasem mnie nosi ale to nie ten level. Tabletki mnie nokautują. Paranoja zniknęła posunięta do granic szaleństwa.
Wszystko efektem tego ,że ja sobie jak wiele osób mi wskazywało żebym diagnozwał się w kierunku nadpobudliwości ignorowałem. Lepiej było się najebać albo przyćpać żeby przyćmić umysł. Wszystko się zgadzało do pewnego momentu kiedy już wszystkim byłem zmęczony. Wjechało takie pobudzenie że mógłbym siedzieć 10 godzin pływając kraulem nic to nie zmieniało.
Nie da rady tak funkcjonować. Ludzie się modlą o wiele rzeczy jak coś ich dotyka. ja się tylko modliłem żeby być zmęczonym. Żeby paśc na pysk a nie czuć się jak erupcja wulkanu której nic nie jest w stanie położyć do łózka.
To jest efekt mojej ignorancji. Czuje się jak najsilniejsza osoba w wszechświecie i tak to narastało.
Wl lutym przed przyjęciem pierwszych dawek lekarstw kiedy te pobudzanie wychodziło całkowicie poza kontrole byłem w totalnej rozsypce psychicznej. Cięzko też było mi uwierzyć w to ,że lekarstwa odniosą taki pozytywny efekt,Tylko nie byłem w stanie nic przyspieszyć. Kardiolog się uparł ,że przed przyjęciem leku muszę być zbadany wzdłuż i wszerz ze serce mi po lekach nie stanie.
Ten moment kiedy nic nie pomaga. Moment kiedy najlepszym rozwiązaniem jest się bić po głowie w napadzie szału albo ciąć żyletkam co też kiedyś uskuteczniałem. Tak wyglądają lata zaniedbywania leczenia ADHD. Totalna ingronacja że sobie poradzisz. Fajne były stany hiperfocusowania jak mogłeś pracować 3 doby z rzędu i nie odczuwać grama zmęczenia. Fajnie sie pracuje na pełnej mocy. Tylko to cię zawsze pokona. Powietrze trzeba wypuszczać a nie wiecznie napuszczać do płuc.
Ja i tak jestem w grupie szczęśliwców jak tak brne po statystykach średniego życia osób z nadpobudliwościa. jak wiele osób z nich ginie choćby wypadkach komunikacyjnych, na hiv przez ryzykowne kontakty seksualne.Albo przedawkowuje wszelakie substancje,
Nie da rady bez lekarstw. Wiem jaki miałoby to swój finał u mnie.
Wiem, że ja bez lekarstw na pewno dalej brnąłbym w używki. Byle siebie samemu pokonać. Byle znokautować umysł. W końcu to moje chodzenie z nożami myśliwskimi skończyłoby się tym że ten nóz mysliwski wyjąłbym spod kurtki i komuś zrobił krzywdę w ostrzejszej konfrontacji. Szukałem wszędzie zaczepki i konfrontacji. W takim pobudzeniu ze byłem w stanie w kanjpie po dwóch piwach rozpętać piekło. Nawet nie pamiętałem wyjazdu samochodem z biura bo umysł odcinał samoświadomość.I To że mieszkam na zadupiu i tu wiele osób mnie zna- policja mnie nie zastrzeliła a szwagier odwoził mnie do domu kiedy zaczęło się piekło .Tak się to kończyło dla mnie. Skończyłoby się tragedią, w opinie biegłego sądowego każdy lekarz poświadczyłby ,że ja nad tym nie mam kontroli.
Przy braniu lekarstw czuję się szerze jakieś 300% procent lepiej. Czasem mnie nosi ale to nie ten level. Tabletki mnie nokautują. Paranoja zniknęła posunięta do granic szaleństwa.
Wszystko efektem tego ,że ja sobie jak wiele osób mi wskazywało żebym diagnozwał się w kierunku nadpobudliwości ignorowałem. Lepiej było się najebać albo przyćpać żeby przyćmić umysł. Wszystko się zgadzało do pewnego momentu kiedy już wszystkim byłem zmęczony. Wjechało takie pobudzenie że mógłbym siedzieć 10 godzin pływając kraulem nic to nie zmieniało.
Nie da rady tak funkcjonować. Ludzie się modlą o wiele rzeczy jak coś ich dotyka. ja się tylko modliłem żeby być zmęczonym. Żeby paśc na pysk a nie czuć się jak erupcja wulkanu której nic nie jest w stanie położyć do łózka.
To jest efekt mojej ignorancji. Czuje się jak najsilniejsza osoba w wszechświecie i tak to narastało.
Wl lutym przed przyjęciem pierwszych dawek lekarstw kiedy te pobudzanie wychodziło całkowicie poza kontrole byłem w totalnej rozsypce psychicznej. Cięzko też było mi uwierzyć w to ,że lekarstwa odniosą taki pozytywny efekt,Tylko nie byłem w stanie nic przyspieszyć. Kardiolog się uparł ,że przed przyjęciem leku muszę być zbadany wzdłuż i wszerz ze serce mi po lekach nie stanie.
Ten moment kiedy nic nie pomaga. Moment kiedy najlepszym rozwiązaniem jest się bić po głowie w napadzie szału albo ciąć żyletkam co też kiedyś uskuteczniałem. Tak wyglądają lata zaniedbywania leczenia ADHD. Totalna ingronacja że sobie poradzisz. Fajne były stany hiperfocusowania jak mogłeś pracować 3 doby z rzędu i nie odczuwać grama zmęczenia. Fajnie sie pracuje na pełnej mocy. Tylko to cię zawsze pokona. Powietrze trzeba wypuszczać a nie wiecznie napuszczać do płuc.
Ja i tak jestem w grupie szczęśliwców jak tak brne po statystykach średniego życia osób z nadpobudliwościa. jak wiele osób z nich ginie choćby wypadkach komunikacyjnych, na hiv przez ryzykowne kontakty seksualne.Albo przedawkowuje wszelakie substancje,
Nie da rady bez lekarstw. Wiem jaki miałoby to swój finał u mnie.
Czas zintensyfikowanej pracy do 8.05. Poza zasięgiem. Only hard work is real.
-
tomaszm
- mistrz forumowej ceremonii
- Posty: 11130
- Rejestracja: 26-12-2010, 12:33
- Lokalizacja: Doliny
Re: Pokój AA
Gothmog666 pisze: ↑17-04-2026, 20:11Ja przez 2 lata korzystałem z usług terapeuty, a używki ograniczyłem praktycznie do zera. Terapia pomaga zasadniczo z czymś, co jest problemem w życiu codziennym. Moim zaś była pewna apatia i spory deficyt asertywności, mający genezę w domu rodzinnym. Co z kolei przełożyło się na to, że często byłem wykorzystywany w pracy i w innych relacjach, byle tylko mieć święty spokój. Jakkolwiek paradoksalnie to nie zabrzmi, mój wybuch złości i wiązanka do wiceszefowej były pośrednio spowodowane tym, czego nauczyła mnie terapia. Bo i psychiatra i terapeuta mówili mi zawsze: musisz nauczyć się asertywności, bardziej stawiać na swoim, zaryzykować czasem, bo inaczej to się pogłębi. W istocie, przez ostatnie kilka lat mi to mocno pomogło i moje akcje zaczęły iść w górę, komfort życia też. Nowum życiowym dla mnie natomiast było to, że jedna paniusia sobie przyszła z dupy po znajomości na takie stanowisko i zrobiła ze mnie worek treningowy. Przez ponad 10 lat pracy zawodowej nie spotkałem się z czymś takim, a i wróciły mi demony z dzieciństwa, więc poleciałem po bandzie. Nie poradziłem sobie z tym nowum, postawiłem na szali swoją pracę stosując wulgaryzmy wobec przełożonej, ale nie żałuję tego. Dlatego, bo mi dała spokój i równie ważne jest to, że będę musiał się nauczyć jak kontrolować emocje od tej strony. Jak ktoś złośliwie i z całą mocą mnie prowokuje. Dzięki za rady, mimo wszystko.domeldoom pisze: ↑13-04-2026, 07:32Myślę, że co można bezpiecznie poradzić, to, by Kolega odstawił alkohol i skierował się do odpowiednich lekarzy (psycholog, psychiatra) po pomoc.Gothmog666 pisze: ↑11-04-2026, 00:30Czy jest cokolwiek, co potrafi mi uspokoić nerwy? Zwyzywałem od głupich cip zastepczynie kierownika publicznie. Ludzie zrobili wielkie oczy, bo uderzyłem w świetość. Tylko dlatego, że spotykałem sie z corką prezesa tego Sądu, to zostało zamiecione pod dywan. Dajcie coś na nerwice, bo to powtorze znowu.
Jak masz napad furii to licz powoli, spokojnie od 100 do 1 - powinno przejść, a potem szybciutko do ww. specjalistów.
Nie powinieneś się tak tym przejmować. Jak ktoś jest debilem lub do czegoś się nie nadaje trzeba informować bezpośrednio. Ludzie niestety mają problem z sobą ,że prawda bita w oczy jednak kole w nie mocno. Ciężko mi sobie nie wyobrazić w pracy zawodowej żebym komuś nie wygarnął brak kompetencji czy,że ktoś się do czegoś nie nadaje jeśli daje ciała. Owszem zawsze obrywam i często sam jestem pozywany przez swoje decyzje ale ciężar trzeba dzwigać,
Rozumiem inne położenie natury stosunku służbowego ,że nie możesz sobie pewnie pozwolić na pewne rzeczy. Jednocześnie cięzko jest się powstrzymać żeby czegoś nie powiedzieć. Musisz to ująć na tyle umiejętnie żeby poszło w pięty tej osobie a jednocześnie nikt nie zarzucił Ci afektywnego działania.
Czas zintensyfikowanej pracy do 8.05. Poza zasięgiem. Only hard work is real.
-
tomaszm
- mistrz forumowej ceremonii
- Posty: 11130
- Rejestracja: 26-12-2010, 12:33
- Lokalizacja: Doliny
Re: Pokój AA
Z opisu wynika że Tomasz też przywiązujesz sytuacje zyciowe do nazwijmy to nadzwyczajnych okoliczności. Ja też bardzo mocno w to wierzę.Ze gdzieś mimo pełnej racjonalności działa pewna siła Podam dwa przykłady z brzegu z zeszłego tygodnia jak wrócę z fajki:tomekw48 pisze: ↑01-05-2026, 13:57Byłem u psychiatry kiedyś, kiedy moje wizualizacje pojawiały się spontanicznie. Generalnie lekarz stwierdził, że to nic poważnego, bo podobne rzeczy dzieją się u większości ludzi, tylko oni tego nie zauważają. I w takich częstotliwościach, jak to u mnie występuje, to się tego nie leczy.tomaszm pisze: ↑01-05-2026, 12:33Tak szczerze Tomasz byłeś kiedyś na jakiś konsultacjach u sensownego psychiatry? Ja nie piszę o tej całej masie od wypisywania recept tylko kogoś kto ma fachowe pojęcie.tomekw48 pisze: ↑30-04-2026, 23:50Moje oświecenie poszło się je...ać...
Właśnie zaczynam majówkę i co robię w pierwszy wolny dzień?
Oczywiście chleję... Ale dziś tylko piwko (właśnie 4 leci) i słucham najnowsze immolation... Może jeszcze sobie zajaram i będę słuchał nowego immolation w mega zwolnionym tempie w stanie gdzie czas traci znaczenie...
Dobija mnie to, że moje życie jest tak wyczerpujące w pracy, że muszę to zachlać i zajarać. Odnajduję w tym przyjemność. Żona i dziecko już śpią i zostaję sam... I co tu robić? Nic tylko chlać...
Ci którzy pamiętają moje posty wiedzą, że mam co zapijać... Istnieje tylko ja. Reszta to iluzja...
Nie, nie, nie... Tak nie jest...
Jak to nie? Skoro sam tego doświadczyłem na własnej skórze, bo podświadomie tego chciałem.
Chciałem tego i zostało mi to udowodnione w jak najbardziej namacalny sposób...
Skończ z tym.
Zachlej to i zaćpaj sobie. Poczuj się przez chwilę bez czasu. Jestem jak robot.
Każdy robot, który uzyskał samoświadomość chleje.
I Ty drogi czytelniku...
Jedno zdanie do Ciebie...
Ja Bóg... Mówię Tobie...
Istniejesz tylko Ty i Ja.
Istniejesz tylko małe Ty i wszechogrom Mnie, który Ciebie osacza z każdej strony...
To co czytasz to tylko iluzja.
Podobnie jak cały Twój wszechświat stworzony przeze mnie.
Małe JA i olbrzymi wszechmocny mający wpływ na każdą Twoją reakcję Bóg.
Taki jest świat.
Nie wiem jak Ty, ale Twój Bóg właśnie chleje...
I ćpa trawę medyczną na wyimaginowaną depresję, ale chyba coś z tej depresji naprawdę jest. To wcale nie ściema.
Ktoś kto skieruje Cię na profesjonalną diagnostykę, zbada wzdłuż i wszerz nie tylko pod kątem głowy ,bo pewne rzeczy biorą się z bardzo przyziemnych rzeczy jak brak np czegoś w organiźmie.
Dziś ta psychiatria jest na bardzo zaawansowanym poziomie. Nie wróżenie z fusów, błyskawiczna diagnostyka tylko naprawdę można rzetelnie podejśc do tematu i sobie pomóc.
Weź pod uwagę że źle zdiagnozowana choroba i przyjmowanie niewłaściwych lekarstw może mieć fatalny skutek w pogłębianie się pewnych rzeczy.
Te spontaniczne wizualizacje polegają na tym, podam teraz kilka sytuacji z życia...
1. Leżę w szpitalu (nie psychiatrycznym:) i żona jest przy mnie i chwilę nie rozmawiamy. Patrzę na zegarek i jest 12. Mija dosłownie z 5 minut i ponownie patrzę na zegarek, a tam już 13 i żona mówi, że musi iść. Ta godzina, która zniknęła to było dosłownie kilka minut wizyty.
2. Budzę się rano i szukam obrączki. Idę do pokoju gdzie ją zawsze odkładam i patrzę na stół i jej nie ma. Szukam na biurku i nic. Pytam się żony, czy ją widziała i nic. Wracam do pokoju od którego zacząłem poszukiwania i tam w tle promieni słońca wpadających przez okno na środku stołu leży lśniąca obrączka jak byk. Daje sobie głowę uciąć, że jej tam nie było. I nagle bezczelnie się tam zwizualizowała.
3. Rozliczam PITa mojej siostry. Ma niepełnosprawność i ona rozlicza w picie leki. Dodaje wszystkie faktury i trafiam na fakturę, gdzie nie ma miejscowości i daty wystawienia faktury. Za chuja nie można tego znaleźć. Zła faktura myślę sobie błędnie wystawiona. Przyglądam się kilkukrotnie i nic. Patrzę znowu a tam w prawym lewym narożniku widnieje jak byk miejscowość i data wystawienia.
4. Ta sytuacja jest związana z masterfulem:) Tak - Wy też dołożyliście cegiełkę do mojego szaleństwa:) Jest temat z dowcipami i temat pierwszej komunii. Jest zdjęcie na którym widać dzieciaka pierwszokomunijnego z plikiem banknotów. Mało śmieszne myślę sobie. Przewijam stronę do pozostałych dowcipów i coś mnie tknęło aby wrócić do tego zdjęcia. Przewijam z powrotem bez odświeżania strony, bo to na jednej stronie było i widzę to samo zdjęcie ale tym razem dzieciak ma w chuj banknotów wokół siebie porozkładanych. Zaskoczyło mnie to i pomyślałem sobie matrix kurwa i że teraz jest to śmieszne.
5. Najnowsza sytuacja z tego tygodnia. Jestem w pracy. Woła mnie szef i mówi, że pojadę do klienta na pomiary nowego urządzenia, które mamy zrobić i dał mi kilka zdjęć stanowiska pracy na którym będę pracował i mówi: tu masz zdjęcia i jak będziesz na miejscu to się dogadasz. Przeglądam te zdjęcia i sobie myślę. No ładnie. Zdjęcia są, ale nic z ich nie wynika. Wszystko od zera i będę musiał improwizować. Jadę do klienta i jeszcze raz przeglądam te zdjęcia i na jednym z tych zdjęć pojawił się odręczny zarys gabarytów maszyny. Wcześniej tego nie było. Matriks kurwa.
To jest tylko kilka sytuacji z mojego życia. Pojawiają się one u mnie notorycznie z częstotliwością 1x na m-c kiedyś, obecnie raz na 2-3 m-ce. Czyli teraz rzadziej. Co nie zmienia faktu, że istnieje siła wyższa, która ma wpływ na całe moje życie i na wszystkie jego aspekty. Jestem w garści tej siły. Stąd takie a nie inne moje pisanie na masterfulu. Stąd taka a nie inna jest moja logika dotycząca naszego życia. Jestem tylko ja i Bóg. Nie ma Was. Jest tylko Bóg który jest wszystkim.
Moje podejście wynika z tego, że jestem typowym analitykiem na zasadzie 0 i 1. Nic pomiędzy. I do takich wniosków doszedłem. Zgodnie z tym co powiedział mi psychiatra, jakby takie sytuacje zdarzały się częściej i miały destrukcyjny wpływ na moje życie, to wtedy to się leczy. Obecnie częstotliwość tego zmalała, więc nie łapie się na żadną rozmowę. Niestety nigdy nie zapomnę tych sytuacji i nawet leki mi nie pomogą, ponieważ ja już zawsze będę pamiętał, że życie to matriks. Może te sytuacje by znikły, ale co z tego, skoro już je przeżyłem. Już wiem jak to jest, gdy siła wyższa objawia Ci się w nieoczekiwanym momencie.
Mam nadzieję, że to przeczytasz tomaszm i skomentujesz, bo się napisałem:)
Jesteś spoko gość. Nie wyśmiewasz mnie.
Sprawa odszkodowacza cesji na bank. Wielokrotnie z Towarzystwem Ubezpieczeń na przestrzeni ostatnich 3 lat próbowałem podjąć próby negocjacyjne i ta Pani Mecenas zmęczona głownie moją osobą ,że Ją tak atakuje telefonicznie i napieram doprowadziła do warunków ugody które satysfakcjonowały obie strony. Ale potrzebna nam jest zgoda banku. BNP PARIBAS. Ci na końcu w całym układzie są najbardziej szczęśliwi bo Klientka spłaca zadłużenie. Wystarczył mail - godzimy się na warunki ugody-temat zamknięty. Ale to bank co ma na wszystko wyjebane nikt łaskawie na maila nie odpisał TU ani nam jako pełnomocnikom. Skończyło się na wydaniu wyroku gdzie kwota odszkodowania była bite wyższe o jakieś 30% tylko wszystko znowu trwało kolejne dwa lata. Ze względu na brak reakcji banku.
Po wyroku:
Towarzystwo przelało pieniądze na konto banku. A że klientka prowadzi w Szwajcari działalność gospodarczą to na dyspozycję przelewu musiał się pofatygować osobiście samolotem. Przyleciała do polski, złożyła dyspozycję w banku, wróciła do Szwajcari. Po 14 dniach kedy przelew powinien zostać zrealizowany ale dalej żadnych środków nie ma na koncie z konta banku z pozostałości odszkodowania które w części poszło na zaspokojenie zobowiązania Klient dalej cisza. W końcu dodzwoniła się do banku i ktoś ją poinformował że to nie ta procedura, pracownik banku popełnił banku najlepiej żeby wróciła do Polski i znowu zrobiła dyspozycję przelewu.
Wszyscy z pracowników BNP Paribas telefoniczne nas wyśmiewają że możecie nam założyć proces w rozmowie telefonicznej-. takie podejście. Coś mnie tchnęło z rana i mówie Mariuszowi o tym samym nazwisku kurwa pisz do prezesa BNP PARIBAS że wykurwimy to do mediów jak traktują klienta, jeśli te pieniądze sie nie znajdą w ciągu doby to też skarga do Rzecznika Finansowego pójdzie w ten sam dzień. Po wysłaniu maila po 2 minutach odpowiedź w programie pocztowym że dostał maila i odebrał. Pieniądze na drugi dzień. Parę dni wcześniej czytałem na temat tego całego Prezesa jak konia bije nad wzrostami ekonomicznymi swojego banku i miałem Jego zdjęcie w magazynie. A w takich tematach zachowują się jak ...Jak kurwy.
Druga sytuacja przyjeżdżam rano- pyta się mnie kierownicza działu prawnego- masz przewidzianą linię odpowiedzi na pozew. Sprawa dotyczy bezpośrednio mnie.Wisi jakiś czas w sądzie gospodarczym. Nakręca mnie ,ze to najbardziej zwyżkowa kancelaria prawnicza w Częstochowie. Wschodzący młodzi prawnicy. Bla,bla. Mam ale zobaczysz że popełnili tyle błędów formalnych ,że im pozew oddalą. Tego samego dnia korespondencja z sądu że pozew oddalony. tego samego dnia gdzie sprawa wisi w sądzie parę miesięcy i czeka na ewentualne przyjęcie:) Abstrahując od tego ,że sąd powinien odrzucić pozew ale ktos te postanowienia wydaje:)
Takie nadzwyczajne sytuacje. Wiesz Tomasz o co chodzi. Jakby ktoś nad tobą czuwał.
Z takich rzeczy przyziemnych wiedziałem ,że jak moja poprzednia żona którą mega szanuje znajdzie kudły babskie w łóżku to będzie to koniec. Specjalnie nic nie zrobiłem. Mogłem odkurzyć, wszystkie ślady zlikwidować. Wstałem z łózka i przed Jej powrotem z dyżuru wpadła magiczna siła Wiedziałem ,że nie powinienem dalej frajerzyć. Wstałem rano i stwierdziłęm ,że to nie ma sensu. Bez względu na konsekwencje. Wiedziałem ,że dostanie szewskiej pasji,skończy się rozwodem, waśniami rodzinnymi też miedzy rodzicami ale coś spowodowało taki impuls we mnie zewnętrzny,że wiedziałem,że muszę ponieść konsekwencje. Coś totalnie metafizyczynego,że wyrządzam krzywdę najbliższym osobom. Coś jakby się zmaterializowało obok mnie. Odbicie lepsze , które mnie przekonało do tej chwili szczerości gdzie mogłem to kontynuować w nieskończoność.Astrahując od tego ,że tego roku w Sylwestra spędziłem z jeszcze wtedy obecną żoną Sylwestra tańcząc przy Cave po wyprowadzce.
Czas zintensyfikowanej pracy do 8.05. Poza zasięgiem. Only hard work is real.
