mi akurat odkładanie sprawia przyjemność. co najmniej raz w miesiącu też podliczam. winien/ ma. jak spada, a raczej nie spada, wiem, że pora na podciągnięcie, żeby rosło. taka samokontrola. bo przecie reszta ma wyebane na to.
potrafię chyba nawet ten mechanizm psychologiczny zdiagnozować. skąd i dlaczego.
lubię też zawsze mieć na kwadracie, pewną kupkę papierków. czasem je przeliczam, choć są spięte gumkami i karteczka jest ile k. się mieści. taka choroba.
swoją drogą. widzę, że kolejny z dupy temat założyłem. sorry.

