Strona 1 z 14

AMBIENT

: 16-11-2010, 19:47
autor: kampeki
Czy to możliwe, że nie ma jeszcze osobnego tematu o tym gatunku? Jak to możliwe...

Widzę co najmniej kilku maniaków, którzy mają wiele do powiedzenia na temat pereł ambientu ;) pełno płyt ostatnio na playliście... Temat ma na celu promocję albumów wybitnych, albumów a nie wykonawców, bo wiadomo, że można z rękawa wymienić tuzów gatunku, ale nie o to chodzi. Tylko płyty must buy i w ogóle kto nie zna, nie docenia ten głuchy lub głupi. Sam nie jestem wielkim ekspertem więc nie będę się silił i wrzucał jakąś płytę bo wypada przy zakładaniu tematu.

Bonny/Borowa (zawsze mam problem z rozróżnieniem przez te avatary), Paweł Grindak, Triceps, Vulture, Trocki (w zasadzie Trocki pasuje do każdego gatunku, jest podstawiany jakoby z klucza :lol: ) i inni czujący się na siłach, wrzucajcie wg. Was albumy genialne.

BTW. jak dla mnie mogą być bez recenzji itp., wiadomo czego się spodziewać po gatunku i osobie polecającej.

Znacie, lubicie, olewacie ciepłym moczem? :lol:

Re: AMBIENT

: 16-11-2010, 19:55
autor: Mol
Budd/Eno - Ambient 2: The Plateaux of Mirror
Budd/Eno - Ambient 4: The Pearl
Eno - Ambient 1: Music for Airports
Budd/Guthrie - Mysterious Skin OST
Budd/Guthrie - Before the Day Breaks i After the Night Falls
Budd - Avalon Sutra
Robert Rich/Alio Die - Fissures
Alio Die/Mathias Grassow - Expanding Horizon
36 - Hypersona, Hollow

Re: AMBIENT

: 16-11-2010, 19:56
autor: Riven
bardzo lubimy , otwieramy zeszyty i czekamy na zajecia :lol:

Re: AMBIENT

: 16-11-2010, 19:59
autor: kampeki
Mol pisze:Eno, Budd, Steve Roach, Robert Rich, Alio Die, 36, Mathias Grassow, nastepni uzupelnia ;)
wiadomix, ale właśnie nie chodziło o wymienianie wykonawców. Eno troche płyt nagrał więc zapoznanie się dobrze tylko z jego twórczością trochę czasu zajmuje, nie mówię o przeleceniu mp3.

Re: AMBIENT

: 16-11-2010, 20:09
autor: Riven
ja sie huja znam, ale mysle, ze moge tu zarekomendowac :

R. Rich S. Roach - Strata (1990)
Obrazek


za kazdym razem jak ja wlacze, odplywam na jakis blizej nieokreslony, tropikalny archipelag, pelen piaszczystych wysepek na ktorych z palm zrywa sie nabite lufki.

taki maly sampelek:

Re: AMBIENT

: 16-11-2010, 20:59
autor: white_pony
lustmord - zoetrope, pigs of the roman empire
anthesteria - sublustrum ost
tangerine dream - cokolwiek
subheim - approach
raison d'etre -
access to arasaka - oppidian
endless asylum - danvers state hospital - beyond mental illness
neptune towers
deutsch nepal - np erotikon
boyd rice, NON i pokrewne -
terroritmo - aqua fuoco
klaus schulze - cokolwiek
MZ 412 - nordik battle signs, infernal affairs

bardzo polecam subheim jesli ktos nie zna, to jest takie przyjemne do słuchania, dobrze mi sie przy tym odpoczywa.

tak na szybko. oczywiscie ambientowość lub ambientowatość tych rzeczy jest na roznych poziomach, takie pierwsze skojazenie, nie bede sie rozpisywał co jak brzmi bo nie czuje sie na siłach i nie umiem. najlepiej po prostu posłuchać linków

jezeli ktos lubi ambient, to warto sie z tym zapoznać, moze tak.

Re: AMBIENT

: 16-11-2010, 21:06
autor: Riven
no to zes dal zajebista instrukcje. wez przeczytaj jeszcze raz co napisal kampeki w pierwszym poscie i potem napisz posta w takim ukladzie jak moj powyzszy :)

Re: AMBIENT

: 16-11-2010, 21:08
autor: white_pony
no juz juz :P

Re: AMBIENT

: 16-11-2010, 21:24
autor: Scaarph
ja, choć często słucham takich dźwięków, nie znam się na ambientowej historii, kultach, czy klasykach gatunku. jednak rzeczy, które wydają mi się absolutnie pierwszoligowe to na przykład:
non - children of the black sun
william basinski - disintegration loops
raison d'etre - in silence, sadness and solitude
biosphere - substrata
algaia - three organic experiences
w sumie wszystko lustmord
rich/roach/eno, zbyt rozległa jest twórczość tych panów, ale jeszcze ani razu się na tych nazwiskach nie przejechałem.

Re: AMBIENT

: 16-11-2010, 21:40
autor: white_pony
niestety z tym gatunkiem jest o tyle problem ze słuchanie go ma tak naprawde sens tylko w dobrej jakosci na dobrym sprzęcie bo pierdzące głosniczki od kompa wytną połowe takiego zoetrope

Re: AMBIENT

: 16-11-2010, 21:42
autor: kampeki
white_pony pisze:niestety z tym gatunkiem jest o tyle problem ze słuchanie go ma tak naprawde sens tylko w dobrej jakosci na dobrym sprzęcie bo pierdzące głosniczki od kompa wytną połowe takiego zoetrope
raczej

Re: AMBIENT

: 16-11-2010, 21:57
autor: white_pony
Bohren & Der Club of Gore - black earth

zajebiste połączenie dark ambientu i jazzu z sekcją dentą.

dosyć podobne, choc nie az tak zajebiste jest kilimanjaro darkjazz ensemble, bardzo fajnie za to wypadli na żywo.

Re: AMBIENT

: 16-11-2010, 21:57
autor: Morph
Pierdzące głośniczki zasadniczo wytną połowę wszystkiego :D.

Z ostatnich rzeczy pierdolonym arcydziełem ambientu jest Space Music.

Re: AMBIENT

: 16-11-2010, 21:57
autor: Wódz 10
Obrazek

PanAmerican - Quiet City (2004)

Takie smutne granie. Niby sprawuje się dobrze w mieście, w nocy, ale podejrzewam, że idealne warunki dla tego materiału to jakaś opuszczona dojazdówka do typowego, przeciętnego, amerykańskiego miasteczka. Nocą.

Heh, widzę, że ktoś nawet miał podobne skojarzenia do moich i takowe obrazy podłożył:

Generalnie pierwsze takty, miast wyciszenia, przynoszą raczej niepokój. Po prostu idealne ujęcie beznadziei w powtarzającym się gitarowym motywie. Coś jak u Hanka III - flaszka opróżniona leży gdzieś na podłodze w samochodzie, shotgun jest...Tylko, że w tym wypadku nie chodzi o wesoły żywot wyjętego spod prawa. To już jest taki koniec drogi, w zasadzie...No, po prostu taki koniec.

Re: AMBIENT

: 16-11-2010, 22:26
autor: [V]
Wódz Dziesięć Niedźwiedzi pisze:Obrazek

PanAmerican - Quiet City (2004)

Takie smutne granie. Niby sprawuje się dobrze w mieście, w nocy, ale podejrzewam, że idealne warunki dla tego materiału to jakaś opuszczona dojazdówka do typowego, przeciętnego, amerykańskiego miasteczka. Nocą.

Heh, widzę, że ktoś nawet miał podobne skojarzenia do moich i takowe obrazy podłożył:

Generalnie pierwsze takty, miast wyciszenia, przynoszą raczej niepokój. Po prostu idealne ujęcie beznadziei w powtarzającym się gitarowym motywie. Coś jak u Hanka III - flaszka opróżniona leży gdzieś na podłodze w samochodzie, shotgun jest...Tylko, że w tym wypadku nie chodzi o wesoły żywot wyjętego spod prawa. To już jest taki koniec drogi, w zasadzie...No, po prostu taki koniec.

zacheciles mnie. zapoznam sie wkrótce,a jak przyjdzie czas sam cos tu wrzuce,fajny temat.

slyszalem duzo dobrego o ATOMINE ELEKTRINE. rzeczywiscie warto obadac?

Re: AMBIENT

: 17-11-2010, 00:04
autor: twoja_stara_trotzky
dziwne typy, sporo muzy mało mającej wspólnego z klasycznym ambientem ;)

Re: AMBIENT

: 17-11-2010, 00:05
autor: twoja_stara_trotzky
[V] pisze: slyszalem duzo dobrego o ATOMINE ELEKTRINE. rzeczywiscie warto obadac?
dwie ostatnie płyty PIĘKNE, wcześniejsze rzeczy też niezłe, ale nie aż tak.

Re: AMBIENT

: 17-11-2010, 01:19
autor: Bonny
Obrazek

LULL Cold Summer [1994]

LULL to obok Napalm Death, Scorn i Painkiller chyba najbardziej rozpoznawalny szyld pod jakim kryje się Mick Harris, a zarazem, nie ukrywam, mój ulubiony ambientowy projekt. Cold Summer była dla Micka bez przesady płytą przełomową. Pierwsze dwa albumy Lull prezentowały bowiem nieco inne oblicze ambientu, dużo mniej stonowane, a przypominające mi nieco początki Lustmord z lat 80. Tutaj natomiast Harris w pełni zdefiniował swój własny styl, który określił jako drone. Dźwięki są szalenie minimalistyczne, całość kompozycji opiera się w gruncie rzeczy na jednym, stale modulowanym dźwięku, tu i ówdzie jedynie dopełnionym jakimiś nieokreślonymi pogłosami. Sygnały zostały zarejestrowane na niskiej częstotliwości, przez co wymagają od tego kto je recypuje całkowitej koncentracji, która śledzi każdy wydobywający się z głośników sygnał. Często, słuchając tej płyty sam łapałem się na tym, że dużo głośniej po moim mieszkaniu roznosił się przeraźliwy i drenujący rezonans niż to, co go wywołało. Te dzięki mają swoją fascynującą prehistorię - od ambientowych płyt Briana Eno, przez muzykę filmową, na pierwszych albumach Thomasa Konera kończąc. Z każdego z tych etapów Harris czerpał twórczą i krytyczną zarazem inspirację. Eno był muzykiem, który w największym stopniu zwrócił go ku ambientowi, muzyka filmowa nauczyła go kreowania dźwięków, które w sonicznym języku przekładają jego postrzeganie przestrzenni. Wreszcie Koner pokazał mu bodaj najbardziej statyczną formę muzyki jaką człowiek może stworzyć. Formułę zapoczątkowaną przez tego niemieckiego artystę Harris na Cold Summer doprowadził do perfekcji. To już nie jest w zasadzie klasyczny ambient, to drone, minimalistyczny amalgamat sygnałów, z których do nas docierają jedynie ich grzmiące pogłosy. Zimne, izolacjonistyczne, pozornie monotonne dźwięki, nieustannie kotłujące się w swoim surrealistycznym wymiarze.
Zestawiając ze sobą nagrania Napalm Death circa '86 i '87 i Cold Summer mamy w zasadzie dwa bieguny pojmowania muzycznej materii - od chaotycznego hałasu po permanentną izolację, skupienie i wyciszenie. Mogę powiedzieć jedno - Harris jest niezrównany w tworzeniu ekstremalnej muzyki, niezależnie od tego, na którym z biegunów się akurat znajduje.
Cold Summer to arcydzieło gatunku, moim zdaniem najlepsza ambientowa płyta w historii.

Re: AMBIENT

: 17-11-2010, 01:48
autor: Bonny
Mol pisze: Budd/Eno - Ambient 4: The Pearl
ale to są dwa różne albumy i tylko na drugim z nich kolaboruje H. Budd ;)

Ambient 4: On Land i The Pearl. oba zresztą genialne.

Re: AMBIENT

: 17-11-2010, 01:56
autor: white_pony
Bonny pisze:Obrazek

LULL Cold Summer [1994]

LULL to obok Napalm Death, Scorn i Painkiller chyba najbardziej rozpoznawalny szyld pod jakim kryje się Mick Harris, a zarazem, nie ukrywam, mój ulubiony ambientowy projekt. Cold Summer była dla Micka bez przesady płytą przełomową. Pierwsze dwa albumy Lull prezentowały bowiem nieco inne oblicze ambientu, dużo mniej stonowane, a przypominające mi nieco początki Lustmord z lat 80. Tutaj natomiast Harris w pełni zdefiniował swój własny styl, który określił jako drone. Dźwięki są szalenie minimalistyczne, całość kompozycji opiera się w gruncie rzeczy na jednym, stale modulowanym dźwięku, tu i ówdzie jedynie dopełnionym jakimiś nieokreślonymi pogłosami. Sygnały zostały zarejestrowane na niskiej częstotliwości, przez co wymagają od tego kto je recypuje całkowitej koncentracji, która śledzi każdy wydobywający się z głośników sygnał. Często, słuchając tej płyty sam łapałem się na tym, że dużo głośniej po moim mieszkaniu roznosił się przeraźliwy i drenujący rezonans niż to, co go wywołało. Te dzięki mają swoją fascynującą prehistorię - od ambientowych płyt Briana Eno, przez muzykę filmową, na pierwszych albumach Thomasa Konera kończąc. Z każdego z tych etapów Harris czerpał twórczą i krytyczną zarazem inspirację. Eno był muzykiem, który w największym stopniu zwrócił go ku ambientowi, muzyka filmowa nauczyła go kreowania dźwięków, które w sonicznym języku przekładają jego postrzeganie przestrzenni. Wreszcie Koner pokazał mu bodaj najbardziej statyczną formę muzyki jaką człowiek może stworzyć. Formułę zapoczątkowaną przez tego niemieckiego artystę Harris na Cold Summer doprowadził do perfekcji. To już nie jest w zasadzie klasyczny ambient, to drone, minimalistyczny amalgamat sygnałów, z których do nas docierają jedynie ich grzmiące pogłosy. Zimne, izolacjonistyczne, pozornie monotonne dźwięki, nieustannie kotłujące się w swoim surrealistycznym wymiarze.
Zestawiając ze sobą nagrania Napalm Death circa '86 i '87 i Cold Summer mamy w zasadzie dwa bieguny pojmowania muzycznej materii - od chaotycznego hałasu po permanentną izolację, skupienie i wyciszenie. Mogę powiedzieć jedno - Harris jest niezrównany w tworzeniu ekstremalnej muzyki, niezależnie od tego, na którym z biegunów się akurat znajduje.
Cold Summer to arcydzieło gatunku, moim zdaniem najlepsza ambientowa płyta w historii.
zajebiscie to brzmi.