
Jeden z moich ulubionych minialbumów naszych czasów. Jedyna płyta Acheron, którą kocham. Jak na dzisiejsze czasy troszkę kiczowate teksty, ale na zbuntowanym szesnastolatku robiły wrażenie. Muzyka jednak to osobny rozdział. Death metal podlany klawiszowym sosem, doskonałe riffy i partie gitary solowej. Za bębnami Richard Christy. Death metalowy al-hadżar al-aswad!