NAPALM DEATH - DIATRIBES (1996)
: 10-09-2013, 18:48

Połowa lat 90-tych nie była najlepszym okresem dla klasycznego death metalu, sporo kapel które trzęsły sceną jeszcze parę lat wcześniej zmieniło swoje oblicze, niektóre poszły do piachu, a pozostałe wydawały albumy, które w zalewie black metalu po prostu się traciły. Bohaterowie tego tematu rozpoczęli tym albumem eksperymentalny okres w swojej twórczości, okres który definitywnie zakończył się wraz z wydaniem "Words of the exit wounds".
Powróćmy jednak do "Diatribes". To album, który zachwycił mnie już od pierwszego odsłuchu. kompozycyjnie jest to płyta niesamowicie - oczywiście jak na nich przystało - różnorodna, wprowadzająca elementy, których wcześniej w muzyce Napalm po prostu nie było. Nie otrzymujemy już na samym początku płyty utworu, który docisnąłby naszą czaszkę do ściany rozsmarowując na niej nasz mózg - słyszymy za to dość wściekły"Greed killling". W ogóle mało jest na tym krążku blastów - sekcja raczej kombinuje, łamie rytm, aniżeli przyspiesza do kosmicznych prędkości. Owszem, usłyszymy tutaj szybkie partie jak chociażby w "Ripe for the breaking", "Dogma", czy w kawałku tytułowym, który co chwila zmienia swój motyw przewodni. Gdyby komuś wystarczała taka nawałnica dźwięków, to dla nabrania oddechu są dwa utwory - "Cursed to crawl", gdzie pojawiły się czyste wokale, i "Cold forgiveness", rzeczywiście zimny, i odhumanizowany kawałek. Hard core? Proszę bardzo, początek "Take the strain", zresztą cały ten kawałek ma taki posmak. No i mój absolutny faworyt - genialne zakończenie płyty w postaci "Corrosive elements", utwór, o którym marzę aby zagrali go na żywo.
Płyta jest jak na brytoli bardzo odważna, każdy spodziewał się raczej grind deathowej rzezi, ale ta miała dopiero nadejść na początku lat nowego milenium. Ortodoksi kręcili nosami, zespół zyskał nowych fanów, w grupie doszło do spięć w wyniku których Barney na jakis czas pożegnał się z resztą chłopaków, a zewsząd padały głosy, że ND nie powinien tak grać. Muzycy jednak zdecydowali się zbadać nowe muzyczne rejony, i moim zdaniem, wyszli z tego obronną ręką. "Diatribes" jest płytą inną od pozostałych, troszke moim zdaniem niedocenioną, przeoczoną, zapomnianą, a to poważne niedociągnięcie, bo moim zdaniem z trzech eksperymentalnych płyt które wyszły spod ich ręki, ten jest najlepszy.