FENNESZ – ENDLESS SUMMER, Mego [2001]
Christian Fennesz lubi karmic gitary komputerami. Wywleka je na stól operacyjny,dekonstruuje, tnie,zszywa,szuka bozonów,punktów zapalnych,nowych dzwieków. Gitara ciagle zaznacza tu swoja obecnosc,jest fundamentem,punktem wyjscia ,naturalnym wyborem,dla faceta który dorastajac zasluchiwal sie w klasyce rocka lat 70 i 80tych. ..Interesujaca jest geneza powstania tej plyty.Najpierw byl tytul,napatoczyl sie niewiadomo skad i tak czy inaczej jakas wsiakl w srodowisko artysty, zmuszajac go do dzialania i zbadania nowego terenu. Endless Summer.Tylko tyle i az tyle. Minimalistyczna,refleksyjna ,piekna muzyka,pelna uwodzicielskich szumów, i oszczednych gitarowych melodii. Austriak jest powsciagliwy,nie mami i nie czaruje tysiacami efektów,wrecz przeciwnie,umiejetnie podkreca atmosfere,zmuszajac do jakiejs kilkusekundowej zadumy,chwili zawieszenia,albo blogiego lenistwa ,trudno to zwerbalizowac,mozemy przywolac jakis konkretny obraz,magie chwili albo kawalek naszego zycia,topiacy sie asfalt i rozmywajacy horyzont, spocone ,duszne i namagnetyzowane wnetrze jakiegos hotelu w Kairze,albo butelka dobrego wina,rogal na twarzy,relaks,blogosc,piekna kobieta u boku i wielka ognista kula przetaczajaca sie przez wieczorne niebo. Warto sie dac tej muzyce zahipnotyzowac.Osobliwosc i jedna z moich ulubionych pozycji ostatnich lat.