
Anyway: jak wiadomo, dobry metal nie jest zły. Ale metal dobrze zagrany na koncercie jest znacznie lepszy - i to jest temat o nagraniach różnych kawałków z koncertów - wykonania, które pod jakimiś względami przewyższają kanoniczne wersje studyjne. Znacie coś, co was zaorało?

Nie jest to temat o teledyskach! Ani o koncertówkach. To jest temat o konkretnych numerach w konkretnych wykonaniach live. Mogą być nagrania z telefonów, mogą oficjalne filmy, kompilacje, składanki obrazów itp.

Ja zacznę.
Przed chwilą w sąsiednim temacie pisałem coś o Death In Rome i wpadłem na to nagranie/wykonanie Love Me Foerever. No i...
...spodnie do wymiany, kurwa mać. Plus ciekawostka - Philty na perkusji (!) i grają na dwie gitary z Wurzelem (!).
Dałbym się pokroić za taki koncert^
A tu dałbym się pokroić żeby tak na basie grać. Gdy zaczynają jamować gdzieś w środku, to mózg odlatuje na orbitę Saturna.
Jakszyk mistrz. Koleś urodził się po to, żeby zaśpiewać ten numer.
Obaj panowie porobieni wspaniale. Perkusista mistrz.
Na koniec największa z pereł - anegdotyczny już występ zespołu Santany, któremu pomylono godziny w programie Woodstock i zostali zmuszeni przez okoliczności zagrac wcześniej. Akurat w momencie, gdy Santana wrzucił kwasa.
Skutek: rozjeb kosmosu.
12/10
Tera wy.