Byłem wczoraj w Katowicach. Przed koncertem było depresyjnie, bo wyszedłem na styk z roboty, żeby rozmaite znajome twarze - tu z forume pozdrawiam kol. wonsza i Asterixa - opowiadały mi, jak to fajnie było we Wrocławiu przez weekend
Malformed to zespół, który z płyty mi kompletnie nie robi - nie mam niczego do zarzucenia, ale absolutnie ze mną nie rezonują. Pierwsza połowa koncertu też nie porwała. Ot, przerwane w pewnym momencie problemami technicznymi granie, które jest rzetelne, no i w sumie tyle. Sytuacja zmieniła się od momentu, kiedy zaczęli grać numery z nowego materiału - nie wiem, czy jakość nowych wałków była na tyle lepsza czy może zmieniło się coś innego, ale od tego momentu koncert zaczął mi się zdecydowanie bardziej podobać. Będą z nich jeszcze ludzie.
Nie jest natomiast wielką tajemnicą, że przywlekłem się na Galvanizera, który to wypadł bardzo dobrze - to granie idealnie skrojone na koncerty. Zagrane z nerwem, skoczne, gdzieniegdzie z tłustym zwolnieniem. Tak jak z płyt raczej się nie raczę ich twórczością, tak na każdy ich koncert w rozsądnej odległości z przyjemnością się wybiorę, bo warto.
Frekwencja taka typowa dla gigów w Piątym Domu - na Ares Kingdom i Demoncy chyba było więcej luda, ale i tu tragedii nie było. A że to oznacza w lokalnym kontekście z pi razy drzwi 60 osób, to inna sprawa.