13-07-2026, 18:51
Moim zdaniem po rozłamie oba Katy były dosyć kiepskie. Jasne, szanuję działalność Romana po 2004 i czasy na koncertach wspominam jako świetną zabawę i udany hołd dla dziedzictwa, który był bardzo potrzebny, ale... no właśnie - to był po prostu hołd, a nie spadkobierca marki w pełnej krasie. To jednak nie był regularny zespół, który nadal wyznaczał trendy i zaskakiwał, trochę tego mi zabrakło.
W 2011 wydawało się, że może być inaczej, bo wobec BCZ oczekiwania były spore. Płyta powstawała dosyć długo, jak później się okazało w bólach i niestety to słychać. Ma swój unikalny charakter - tego odmówić nie można i tekstowo również wydaje się być logicznym następstwem Szyderczego, natomiast kompozytorsko i aranżacyjnie jej poziom niestety jest dosyć niski. Co tu dużo mówić - zabrakło tam po prostu kumatego kompozytora, który by to spiął. To NIE jest tak, że po odejściu Jacka i rozłamie z Luczykiem nie było szansy tego utrzymać w sesnownej formie. Wszyscy w pamięci mamy przecież udane Alkatraz, gdzie Valdi Moder odnalazł ciekawy sposób na niebanalne połączenie głosu Romana z nowszymi trendami. Nie mam pomysłu kto wówczas mógł dołączyć do Kata, by to pociągnąć, ale na pewno były takie osoby i to wcale niekoniecznie oczywiste i ze świata ekstremalnego metalu. A tak to dostaliśmy riffy najbardziej kwadratowe i generyczne z możliwych. Jakość perkusji - bardzo niska (zespół miał duży problem, bo Irek był kompletnie bez formy i niezbyt mu się chciało nagrywać); wokale również kiepskie (wydawało się, że problemem jest wiek, ale kilka lat późnej Roman brzmiał dużo lepiej). No i te brzmienie nieszczęsne, które ja nawet lubię, bo jest całkiem oryginalne, ale zarazem wiele wad uwydatnia (z tego co pamiętam album brzmi średnio, bo Roman się uparł, że chce to po swojemu i się uczył dopiero rzemiosła). Oczywiście jest tam kilka pereł - chociażby Kapucyn zamknął drzwi i Wolni od Klęczenia. Osobiście z tego okresu znacznie częściej wracałem do solowej Wody.
Później lata odcinania kuponów - Buk, 666 (to już totalnie nieporozumienie), niekończące się trasy, potem miał być nawet re-recording Szyderczego (który z głowy wybił im Hiro). No i w końcu Popiór. Płyta godna - tego odmówić jej nie można. Ale jednak bez Irka i też taka bardzo hołdowa, przepełniona cytatami z przeszłości. Brzmiąca trochę jak nastolatek, któremu dano zadanie "nagraj coś w duchu Kata". Zresztą Hiro takim trochę przerośniętym nastolatkiem był i nie wątpię, że nagrywanie sprawiło mu dużo frajdy. Gdzieniegdzie nawet przemycał subtelnie nowości ze swoich deathmetalowych korzeni, co było całkiem spoko, generalnie nie był to zły materiał. Ale ja np. mam zastrzeżenia do... perkusji. Wiem, że to nietypowa uwaga, bo perkusista wszyscy byli zachwyceni, ale moim zdaniem ona po prostu brzmi malo katowo. Zresztą ten Jacek Nowak zdaje się, że sam kiedyś przyznał się, że Kat to nie były jego klimaty wcześniej, więc po prostu grał w swoim stylu, co było powiewem świeżości z jednej strony, ale z drugiej trochę brzmiało jak Roman z przypadkowymi wynajętymi muzykami, a nie w pełnoprawnym partnerskim zespole.
Często jest tak...że nie, a potem coraz częściej jest tak...że nie, a potem zwykle jest tak...że nie. I potem zostaje już samo nie.