the newest reviews

reviews in english
  • Epitome - "ROTend" 2022 / 5CD
    DEFORMEATHING PRODUCTION
    POLAND

    Epitome - ROTend Przyszło nam czekać osiem długich lat na nowy album rzeźników z Epitome. Koniec końców jednak wybiła godzina "W" i płyta zagościła w moim odtwarzaczu. Pierwsze takty są powolne, ciężkie, jakby przygotowywały nieświadomych słuchaczy na zbliżającą się dźwiękową masakrę, a ta rozpoczyna się już po kilkunastu sekundach. Trwa nieprzerwanie przez następne 30 minut prezentując 17 nowych kompozycji, które utrzymane są w doskonale znanym, chorobliwym klimacie jaki panowie nam serwują od lat. Nie ma tu nic odkrywczego - i nie jest to, broń szatanie, żaden zarzut! Zespół po prostu konsekwentnie podąża raz obraną ścieżką i kolejne albumy są cały czas utrzymane w takiej właśnie konwencji. Średnie tempa w połączeniu z ciężkimi riffami, absolutnie wbijającym w glebę masywnym brzmieniem sprawiają, że słucha się tego z nieskrywaną przyjemnością. Chłopaki od czasu do czasu przyspieszą, ale to wciąż jest chore, szalone, obłąkane. Nowe kawałki są utrzymane w przytłaczającym klimacie, zapewne to spora zasługa naprawdę solidnego, ciężkiego brzmienia które idealnie pasuje do tej muzyki. "ROTend" jest brudny, szorstki, brutalny i każdy, kto lubił poprzednie materiały Epitome nie powinien się czuć zawiedziony. Ten gnijący, cuchnący rozkładem ochłap mięsa powinien zadowolić nawet najbardziej wybrednych koneserów gore grindowej mielonki, więc nie pozostaje mi nic innego niż włączyć przycisk "repeat" i wysłuchać tego albumu raz jeszcze. Wy zrobicie dokładnie tak samo.

    www.facebook.com/SupeROTic
    www.deformeathing.com
    www.facebook.com/deformeathing
    www.deformeathing.bandcamp.comNasum ________9listen and enjoy!
  • Hostia - "Resurrected meat" 2022 / EP
    DEFORMEATHING PRODUCTION
    POLAND

    Hostia - Resurrected meat Tym wszystkim, którzy nie mogą doczekać się najnowszego, pełnowymiarowego albumu Hostii, gentelmeni tworzący muzykę w tym projekcie postanowili przyjść z pomocą i nieco ulżyć wszystkim zniecierpliwionym owieczkom. Jak wiadomo, nic tak nie cieszy jak porcja nowej muzyki - idąc tym tokiem rozumowania, dostajemy epkę, która z jednej strony uspokaja fanów, bo mogą posłuchać sobie nowych kawałków, a z drugiej zaostrza apetyt i sprawia, że czekają z jeszcze większą niecierpliwością. 11 minut, bo tyle trwa "Resurrected meat", to istny huragan. Żaden utwór nie przekracza magicznej granicy dwóch minut, więc nietrudno sobie wyobrazić jak to może brzmieć. Niezwykle gęsta, pędząca na złamanie karku perkusja wyznacza tempo muzycznej chłosty. Mimo takiej intensywności materiał brzmi bardzo dobrze i nie otrzymujemy jakiejś ściany dźwięku, z której będziemy próbować coś wyłapać. Klarowne brzmienie pozwala nam usłyszeć poszczególne instrumenty, ale jednocześnie sprawia wrażenie zbyt czystego. Być może przydałaby się jakaś odrobina produkcyjnego brudu, trochę więcej ciężaru, aby te kawałki zabrzmiały jeszcze potężniej. To jednak tylko takie marudzenie dla marudzenia, bo wszystko żre tutaj jak należy.Szczególnie mocnym akcentem jest odhumanizowany, industrialny, chory remix który otrzymujemy na koniec. Dość mocno kojarzy mi się z kawałkiem autorstwa Deranged, który usłyszymy na ich trzeciej płycie. Wszyscy czekający na pełny album mogą być spokojni,bowiem ten króciutki przedsmak zwiastuje solidną porcję death/grind na wysokim poziomie. Chciałoby się powiedzieć mała rzecz, a cieszy.

    www.churchofhostia.com/
    www.facebook.com/hostiaband/
    hostiametal.bandcamp.com/
    www.instagram.com/hostia666/
    open.spotify.com/artist/1oM790LNK44Js7LOQJKSzy
    www.youtube.com/channel/UC7xlWDBjjfBNuDACp7fWpjwNasum ________7listen and enjoy!
  • Ataraxy - "The Last Mirror" 2022 / 3CD
    DARK DESCENT RECORDS / ME SACO UN OJO RECORDS
    SPAIN

    Ataraxy - The Last Mirror Znakomity w moim osobistym odczuciu poprzedni album Hiszpanów spotkał się jednak z zarzutami o nadmierne złagodzenie formy w stosunku do debiutu. Na trzecim z kolei - “The Last Mirror” Ataraxy szybko wyciągnęli wnioski i, utrzymując wciąż głębię i dostojność atmosfery powrócili do bardziej szorstkiego i masywniejszego brzmienia. Niepowtarzalny klimat zaświatów uzyskany prawie wyłącznie klasycznym instrumentarium, charakterystycznie zwieszająca się rozpacz w growlingu Javiego, raz wyjące boleśnie, a kiedy indziej wżynające się bezlitośnie w dzikim obłędzie gitary, dynamika podkreślająca z jednej strony podniosły nastrój, a z drugiej przekazująca potężną, skomasowaną gwałtowność - Ataraxy uwodzi bogatym wachlarzem upiornych doznań i wciąż będę upierał się, że ich twórczość bliższa jest stylistyce dark metalowej, choć rzecz jasna z wyraźnym, death metalowym rdzeniem. Mniejsza już jednak o te szufladki. Hiszpanie po raz kolejny udowadniają, że mają swój pomysł na granie i potrafią przełożyć go na praktyczne wykonanie. Jest w tym wszystkim zawsze coś na tyle intrygującego, że każdy z ich albumów zostaje w odtwarzaczu na długo i na każdy kolejny czekam z niekłamaną ekscytacją.

    www.facebook.com/DarkDescentRecords/
    www.darkdescentrecords.com/
    www.facebook.com/mesacounojo/
    www.mesacounojo.com/Olo ________8,5listen and enjoy!
  • Crucifier - "Say Your Prayers" 2022 / EP
    IRON BONEHEAD PRODUCTIONS
    USA

    Crucifier - Say Your Prayers Zdecydowanie najsłabszy materiał Crucifier jaki znam. OK, rozumiem, że wydawnictwa mniejszego formatu rządzą się często swoimi prawami, że zespoły pozwalają sobie na eksperymenty, ale mimo wszystko wciąż nie rozumiem dlaczego ekipa o takim statusie wypuszcza materiał, który nie dorasta poziomem nawet do ich pierwszych demówek. Szanuję ogólnie pojętą pogardę Crucifier dla technicznego onanizmu i aranżacyjnych kunsztowności, ale do tej pory było to ich atutem, a nie przykrywką dla kompozycyjnej i technicznej indolencji. “Say Your Prayers” to przeciętna dynamika, mdłe i dosyć przypadkowo montowane riffy, nieudolnie zaaranżowane sola z melodiami nieprzystającymi kompletnie do ich ponurego, bluźnierczego dziedzictwa i produkcja na poziomie nagrania z próby. Sytuację odrobinę tylko ratuje wciąż trzymający poziom wokal Cazza Granta, ale cała reszta wciąż jest daleka od poziomu death/black metalu do jakiego przyzwyczaili nas ci panowie. No i jeszcze ten nieszczęsny cover Carnivore na koniec, który kompletnie nie pasuje do brzmienia Crucifier. Jego wybór wydaje się być po prostu nietrafioną decyzją - ale pewnie znajdą się tacy, którzy zarzucą mi bluźnierstwo.

    weltenfeind.com/crucifier
    www.ironbonehead.de/
    www.facebook.com/IronBoneheadProductions
    ironboneheadproductions.bandcamp.com/Olo ________4listen and enjoy!
  • Mastectomy - "Supreme Art of Extermination" 2021 / EP
    ROTTEN MUSIC
    POLAND

    Mastectomy - Supreme Art of Extermination Imponująca jest cierpliwość, pracowitość i oddanie jakie Adam wkłada w swoją twórczość. W stylistyce brutal-slam-gore-czy-co-tam-sobie-dodacie-jeszcze death metalu czuje się przy tym jak pocisk z javelina w ruskim czołgu i nie ustaje w serwowaniu nam kolejnych krwawych scenariuszy muzycznych. Podoba mi się ten konsekwentnie dawkowany, niezbyt szybki groove i cedząca się sadystycznie brutalność, żonglerka aranżacyjnymi pomysłami i nurzanie się w chorej patologii naszej rzeczywistości. Nie będę Wam wciskał kitu o wybitności Mastectomy, ale będę też bronił przed sprowadzeniem go do kolejnego sztampowego brutalizera z syntetycznymi blastami, silikonowymi maskami zombie i sztuczną krwią - co powiecie w zamian na historie o dzieciach z Leningradzkiego, wnikliwą wiwisekcję psychiki różnych seryjnych zabójców, czy… pochwałę pracy policjantów? No tak, niezbyt poprawne politycznie podejście lidera Mastectomy do pewnych tematów może nie ułatwiać mu drogi do sukcesów wydawniczych, ale cóż gorszego może nas spotkać niż kiszenie się we własnej, zbiorowej jednomyślności? Odstawiając dyskusje światopoglądowe na bok - tego co dostajemy z logiem Mastectomy słucha się po prostu z przyjemnością. Słychać ciągły progres twórcy pod względem instrumentalnym i koncepcyjnym. Po raz kolejny pochwalić muszę programowanie bębnów i ich naturalny charakter - współczesna technika produkcyjna na pewno ma tu swoje znaczenie, ale wyczucie tematu i umiejętność składania wszystkiego w jedną sensowną całość to jednak zupełnie inna sprawa i Adam może być tylko dumny z tego co wychodzi spod jego ręki.

    www.rottenmusic.net
    www.facebook.com/Mastectomy666
    mastectomy1.bandcamp.comOlo ________6listen and enjoy!
  • Malignant Altar - "Realms of Exquisite Morbidity" 2021 / 1CD
    DARK DESCENT RECORDS
    USA

    Malignant Altar - Realms of Exquisite Morbidity Pochodzący z Houston Malignant Altar to stosunkowo nowa nazwa na tamtejszej scenie. Powstali w 2018 roku i zdążyli od tego czasu nagrać tylko dwa dema. W ich składzie znajdziemy jednak muzyków, którzy z niejednego pieca głośnik zjarali - zainteresowanych wszystkimi detalami odsyłam na Metal Archives, ale może wystarczy Wam fakt, że przewijają się tam takie nazwy jak choćby grindcore’owy Insect Warfare, kompletnie odmienne stylistycznie - Oceans of Slumber, czy też grające zajebisty, lovecraftowski old school death metal Church of Disgust. Ci ostatni są zdecydowanie najbliższym odnośnikiem dla Malignant Altar, ale trzeba powiedzieć, że ogólnie teksaska scena ekstremalna od zawsze charakteryzowała się specyficznym ciężarem riffów jak i ciekawym podejściem do sekcji rytmicznej i “Realms of Exquisite Morbidity” zdecydowanie wpisuje się w te standardy. Zwalające z nóg obuchy gitar przetaczają się w ponurym walcu przechodzącym w masywne mielony, a wreszcie w gęste, mordercze blasty - no tak, to w skrócie klasyczny opis sztampowego -ation death metalu, ale jednak jakość pomysłów, wykonania i brzmienia, z którą mamy tu do czynienia świadczy o tym, że Malignant Altar stawiają sobie poprzeczkę zdecydowanie ponad masowo produkowaną przeciętność. Riffy, solówki, skład tego wszystkiego do kupy - we wszystkim czuć fajny, całościowy zamysł, a na szczególne wyróżnienie zasługuje zwłaszcza praca bębnów, której aranżacyjne wyrafinowanie nadaje kompozycjom wyjątkowej gęstości i wynosi cały album na inny poziom death metalowej abstrakcji. No i produkcja - czytelna, pełna soczystego ciężaru, doskonale podkreślająca siłę tych utworów w pełnym spektrum częstotliwości. Doskonały debiut, którego nie powinno się przegapić.

    darkdescentrecords.bandcamp.com/
    www.facebook.com/DarkDescentRecords/
    www.darkdescentrecords.com/store/index.phpOlo ________8listen and enjoy!
  • Anatomia - "Corporeal Torment" 2021 / 4CD
    ME SACO UN OJO RECORDS
    JAPAN

    Anatomia - Corporeal Torment Synergia brutalności z pogrzebowymi zwolnieniami to rzecz jasna nic nowego w oldskulowym death/doom, ale Anatomia (mam nadzieję, że nie muszę nikomu przypominać, że mówimy tu o muzykach z zajebistego Transgressor) przez lata doprowadzili to do dosyć oryginalnej formy, gdzie proporcje pomiędzy tymi faktorami rozłożone są już nie w obrębie pojedynczych utworów, ale CAŁEGO albumu. “Corporeal Torment” startuje więc morderczym, przegniłym buldożerem, a kolejne kompozycje zwalniają stopniowo i cierpliwie, zamieniając się coraz bardziej w powolną torturę. Coraz lepiej wypracowywane z albumu na album aranżacje, coraz odważniej wprowadzane ambientalne dodatki, rozwleczone w długie pomruki growle - to wszystko nadaje obecnie muzyce Anatomia niesamowitego, transcendentalnego charakteru. Ostatecznie to właśnie w tych grobowych interwałach złowrogi klimat gęstnieje najbardziej, wchodząc na zupełnie nowy poziom dźwiękowo zobrazowanego horroru. Narzędzia, którymi posługują się przy tym Japończycy są surowe, brudne, a ich operatorzy nie przejmują się brakiem precyzji, upatrując cel swojego działania bardziej w wydobywaniu esencji z każdej pojedynczej frazy. Ogólna atmosfera zyskuje jednak tym bardziej na autentyczności i namacalności doznań, a dźwięki ostatniego, 21-minutowego utworu wydają się już ciągnąć w nieskończoność tak bardzo, że pogrążony w kontemplacji tej powolnej kaźni umysł, po zapadnięciu ciszy wciąż nie przestaje nasłuchiwać. Czy to już naprawdę koniec? Czy oprawcy na pewno odeszli? Czy jest tu ktoś kto może już odpiąć te cholerne łańcuchy?

    anatomia.bandcamp.com
    www.facebook.com/pages/ANATOMIA/166448756742258
    www.mesacounojo.com/
    www.facebook.com/mesacounojo
    mesacounojo.bandcamp.com/Olo ________8listen and enjoy!
  • Sněť - "Mokvání v okovech" 2021 / 1CD
    BLOOD HARVEST RECORDS
    CZECH REPUBLIC

    Sněť - Mokvání v okovech Czeska odpowiedź na fiński death metal? Lepiej późno niż wcale, a może nawet teraz lepiej, w czasach gdy kult fińskiej sceny ponownie trafia na należne jej ołtarze. Prażanie ze Sněť grają tak, jakby po całych dniach nic nie robili tylko słuchali Demilich, Convulse, Undergang, kąpali się w bagnach i wygrzebywali stare trupy na opuszczonych cmentarzach. A nad tym ich pełnym klasycznej, death metalowej flegmy graniu wisi oczywiście potężny cień nieśmiertelnego Autopsy, przypominając komu zawdzięczamy ratunek przed plastikowymi, ultratechnicznymi blastorobami. Sněť nie grają szczególnie oryginalnie, nie chorują na usilne udziwnianie i wychodzenie poza utarte schematy, ale to co robią robią po prostu z klasą, pomysłami i produkcją godną topowych przedstawicieli gatunku - co jak na debiutujący zespół już jest bardzo dużo. Choć może źle to zabrzmiało bo w przypadku “Mokvání v okovech” w ogóle nie ma mowy o jakichś tłumaczeniach “jak na debiut…”. To jest po prostu znakomity krążek, który udowadnia, że można wciąż przyciągnąć słuchacza graniem niekoniecznie skomplikowanym, za to doskonale zbalansowanym rytmicznie, ze znakomitymi harmoniami gitar i z bardzo dojrzałym brzmieniem, świadczącym o właściwym rozumieniu obranej estetyki przez muzyków.

    snet.bandcamp.com/
    www.facebook.com/snet6666/
    www.facebook.com/BloodHarvestRecords/
    www.bloodharvest.se
    bloodharvestrecords.bandcamp.com/Olo ________8listen and enjoy!
  • Thy Worshiper - "Bajki o Staruchu" 2021 / CD
    PAGAN RECORDS
    POLAND

    Thy Worshiper - Bajki o Staruchu Nawet nie będąc wielkim fanem dotychczasowej twórczości Thy Worshiper, nawet jeżeli cały folk metal, staje komuś regularnie ością w gardle, to nie można odmówić tej ekipie otwartości, oryginalności, konsekwencji i intrygującej, specyficznej tylko dla nich poetyki i pomysłu na przetwarzanie ludowych motywów. Thy Worshiper jest poza tym jednym z tych twórców, których muzyczny klucz doskonale wpasowuje się w zapadki słuchowych potrzeb jesienią, w dni dżdżyste, gdy pola i lasy zasnute szarówką i mgłami, a światło dnia bezwolnie poddaje się ciężarowi zmroku. Polskojęzyczne zespoły w ogóle potrafią bardzo dobrze zsynchronizować się z jesiennymi klimatami, co częściowo wynikać może ze specyfiki naszego języka, który często określany jest przez osoby z zachodu jako przypominający szelest suchych liści. Thy Worshiper, poprzez ten swój wiedźmiński, polski dark/folk potrafi rozszerzyć magię tej pogodowej aury na rejony wewnętrzne, poszukując gdzieś głęboko źródeł tego ponurego odczuwania - sięgając do pierwotnych, dziecięcych lęków i bajkowo-etnicznych mroków. Co do samej muzyki to generalnie nie jesteśmy tu świadkami, żadnej stylistycznej rewolucji. Znów słyszymy mariaż dzikiego, ludowego ‘spiritualis’ z metalową treścią, który w moim odczuciu dopiero od “Klechd” został wreszcie właściwie ujarzmiony, a granice stylistyczne skutecznie rozmyte. Te metalowe fragmenty nie brzmią już jak nagle wciśnięty nogą przester - co więcej, bardzo często tego przesteru nie musi w ogóle być, a intensywność materii wcale na tym nie traci. Pracujący ciężko w tle bas, zdecydowanie usprawnione w stosunku do poprzednich materiałów brzmienie gitar, zróżnicowanie technik gry, dobrze zbalansowany aranżacyjny wypas z momentami wyciszenia - tego się naprawdę słucha całkiem nieźle i z zaangażowaniem. Świetnie w tym kontekście wypada szamańska “Baba Jaga”, krótkie, ale treściwe “Cień”, “Gra w Kości”, a po iluś przesłuchaniach zaakceptowałem nawet “O Kwiatku na Grobie”, w którym partia żeńskiego refrenu z rymowanką “kocha, lubi, szanuje…” drażniła mnie z początku swoją nachalną chwytliwością, nieodzownie przywodząc na myśl folkowe chałtury Brathanków i im podobnych. Oczywiście właśnie w tej dychotomii stylistycznej, w pojedynku dziecięcej, bajkowej naiwności z 'bestią' ukrytą gdzieś w cieniu, we mgle, a czasami po prostu w głębszej warstwie tej niewinności, w tym dysonansie tkwi zarówno sedno uroku muzyki Thy Worshiper, jak i jej przekleństwo - potencjalna niestrawność dla niechętnego na zbyt zniuansowany przekaz odbiorcy. Warto jednak przekonać się samemu jak sprawnie Thy Worshiper łączy, pędzi i pichci w swym muzycznym kotle te odległe składniki. Zwłaszcza teraz, gdy aura sprzyja, staruch patrzy, a Bóg gra w kości. Najebany. Napierdolony. Sztywny w chuj. To im się udało.

    thyworshiper.bandcamp.com
    www.facebook.com/thyworshiper
    www.thyworshiper.com
    pagan-records.com
    www.facebook.com/paganrecords
    www.youtube.com/user/paganrecordsOlo ________8listen and enjoy!
  • David Vincent - "Uwolnić furię. I am Morbid" 2021 / AUTOBIOGRAFIA
    WYDAWNICTWO VESPER
    USA

    David Vincent - Uwolnić furię. I am Morbid David Vincent, chyba każdy z czytających ten tekst wie o kogo chodzi. Dużo można by pisać o tym człowieku, mocno wyróżniającemu się na tle sceny death metalowej i nie tylko. Tymczasem David Vincent postanowił oszczędzić nam tego trudu i napisał sam o sobie. Napisał w bardzo dobrym stylu, gdyż autobiografię czyta się szybko, łatwo i przyjemnie. Wszyscy, którzy oczekiwali po tej książce ciekawych faktów z działalności najważniejszego zespołu z jakim związany był Vincent, czyli Morbid Angel, znajdą je. Czytelnik dowie się, jak to się wszystko zaczęło, skąd wziął się w kapeli Pete "Commando" Sandoval, jak plotły i rozplatały się ścieżki Vincenta i Morbid Angel. Poza tym sporo chwilami pikantnych wspomnień z tras koncertowych, jak i codziennego życia zespołu. Osobiście bardzo liczyłem na przybliżenie bodaj najbardziej kontrowersyjnego okresu w dziejach Morbid Angel, gdy Vincent powrócił na jego łono i w efekcie tego powstał "Illud Divinum Insanus". Moje oczekiwania zostały sowicie wynagrodzone. Do tej pory byłem pewien, że to właśnie nasz bohater odpowiada za, delikatnie mówiąc, niezbyt trafione eksperymenty. Jakże się myliłem! Ale, tyle w temacie, nie chcę psuć zabawy czytelnikom. Oczywiście życie Davida Vincenta to nie tylko Morbid Angel. Autobiografia zaczyna się tam, gdzie zaczyna się życie każdego z nas i biegnie jego wyboistymi śladami. Vincent pisze o swoim dzieciństwie, szkole, dorastaniu i bardzo ciekawych epizodach z życia w którym nie było już Morbid Angel. David Vincent to bardzo oryginalny typ człowieka. Nawet, gdy podejmuje się pracy zawodowej niezwiązanej z muzyką, to nie ma mowy by wybrał pospolite zajęcie. A gdy już do muzyki wraca, to zdarza mu się zostać piosenkarzem country. "Uwolnić furię. I am Morbid" to nie tylko opowieść o uciechach ziemskich. To także podróż w duchowy świat Vincenta. Autor sporo pisze tu o swoich poglądach, przekonaniach. Z książki wyłania się postać człowieka bardzo pewnego siebie, mocno zakorzenionego w swoim "ja". On sam pisze o sobie miejscami bardzo krytycznie uderzając w refleksyjny ton, zdaje sobie sprawę ze swego wybujałego ego. Oczywiście jest przede wszystkim bardzo pewny siebie, przekonany o swoich racjach i wartości swych osiągnięć. W końcu to David Vincent, jedna z najbardziej charakterystycznych postaci na death metalowej scenie. Książka powstała w czasach zarazy i zapewne dzięki wirusowi, który sparaliżował cały świat David Vincent znalazł czas, by spisać historię swojego dotychczasowego życia. Warto znaleźć czas, by się z nią zapoznać.

    vesper.pl/zapowiedzi/779-uwolnic-furie-i-am-morbid-david-vincent-joel-mciver-oprawa-twarda-9788364373725Robert Jurkiewicz ________
  • War Ripper - "Strength in Numbers" 2020 / EP
    SELF-RELEASED
    USA

    War Ripper - Strength in Numbers War Ripper to taki niedzielny projekt Joela Grinda pod którego szyldem nagrał w 2007 jedną epkę i teraz dostajemy dopiero drugi materiał z tym logo - na razie tylko w formacie cyfrowym. I znów od pierwszych dźwięków zostajemy przytłoczeni zajebistymi, oldskulowymi pogłosami i atmosferą będącą skrzyżowaniem surowej bezwzględności Hellhammer i punk-metalowej, d-beatowej energii Discharge. Teraz brzmi to zdecydowanie lepiej, głośniej, ciężej, ale utwory są jeszcze krótsze - każdy po ok. półtorej minuty poza jednym, prawie trzyminutowym wyjątkiem. To jest prawdziwy blitzkrieg nieczystych sił, gdzie Joel wydaje się przez megafon komenderować przemarszami przez moje domowe izolatorium okutej w stal i azbest Armii Zła. No, tak to można covida leczyć! Kipiące crustową lawą riffy - raz wściekle wypalające, raz gniotące napalmowym groove, wyjące w niebogłosy sola, prymitywna sekcja dyktująca bezlitośnie tempo ataku. Żadnych subtelności i finezji. Tu tak naprawdę bardziej chodzi o prezentację określonej formy niż erupcję pomysłów. Więc, choć chciałoby się po tylu latach dostać więcej niż znowu tylko te parę minut muzyki, to jednak zrozumiała jest ta oszczędność. Mała dawka, ale esencjonalna - punk-metalowe espresso!

    joelgrind.bandcamp.com/
    www.instagram.com/joelgrind/Olo ________8listen and enjoy!
  • Hostia - "Carnivore Carnival" 2020 / 2CD
    DEFORMEATHING PRODUCTION
    POLAND

    Hostia - Carnivore Carnival Hostia jaka jest, każdy widzi – mały opłatek o średnicy około pięciu centymetrów wykonany z mąki, symbolizujący.... chwila, chwila, bo chyba miałem mówić o zupełnie innej Hostii, której należy raczej słuchać niż oglądać. Właśnie moje uszy wypełnia "Carnivore carnival", druga płyta zespołu o tej sympatycznej nazwie. Jeśli jeszcze ktoś nie miał z nimi wcześniej styczności, niechaj przygotuje się na małą niespodziankę. Nazwa sugerowałaby raczej coś na wzór black metalowego projektu, które lubują się w takich polskojęzycznych szyldach, jednakże w tym konkretnym przypadku mamy do czynienia z death/grindową mieszanką wybuchową, która potrafi nieźle poturbować. 17 utworów zamkniętych w 23 minutach muzyki powinno być pewną wskazówką czego możemy się spodziewać. Oczywiście, więcej tutaj death metalowych elementów które stanowią szkielet każdego kawałka, szczególnie słychać to w pracy gitar, ale fani szybkości nie powinni narzekać na pracę perkusisty. Nie jest to jednak bezmyślna kanonada na zasadzie "byle szybciej", bowiem każdy utwór który znajduje się na płycie ma swój własny charakter i zauważalnie różni się od pozostałych. Jest death metalowy ciężar, grindowe wstawki, jest sporo groove albo jak kto woli, takiego muzycznego luzu, dzięki któremu czuć, że ta muzyka nie jest kolejnym produktem, ale powstała z potrzeby wyrażenia swoich emocji za pomocą takich właśnie dźwięków. Jeśli jeszcze nie potraficie sobie wyobrazić jak to wszystko może brzmieć, to najlepszą wskazówką niechaj będzie Lock Up – podobnie krótkie i energetyczne utwory, podobny klimat i ogólnie mówiąc, sporo naleciałości które kojarzą się z tą właśnie ekipą. Przydałoby się nieco więcej szorstkości w brzmieniu, takiego lekkiego przybrudzenia, które jeszcze bardziej by podniosło siłę rażenia, ale w ostatecznym rozrachunku jest to jedna z ciekawszych płyt tego roku na polskiej scenie, więc nie zamierzam dłużej marudzić. Tym bardziej, że pisząc tę krótką recenzję niepostrzeżenie płyta się skończyła i muszę wstać by załączyć ją z przyjemnością raz jeszcze.

    Band:
    www.facebook.com/hostiaband
    www.hostiametal.bandcamp.com
    www.churchofhostia.com
    www.youtube.com/hostiaband

    Label:
    www.deformeathing.com
    www.deformeathing.bandcamp.com
    www.facebook.com/deformeathingNasum ________8listen and enjoy!

Epitome

...co do saksofonu to był to przypadek całkowity. Bo idąc coś zjeść do miasta napotkaliśmy kolesia który na ulicy grał na saksofonie. Zagadałem do niego żeby nagrał nam jakieś partie i zgodził się. Oczywiście nie miał pojęcia na co się porwał, do tego komunikacja nie była najlepsza, bo okazał się być obywatelem Ukrainy i język polski nie był dobry albo w ogóle go nie było...

Hostia

Na nowej płycie znajdziecie numer "Krasnodar Kitchen", opowiada on o zakochanych ptaszkach – Dmitry i Natalii Baksheevy z Rosji. Para przyznała się do kilkunastu morderstw od 1999. Podczas przeszukania znaleziono zdjęcia przedstawiające świąteczną kolację, gdzie dekoracjami stołu były ludzkie części ciała.

Reinfection

Czy damy radę wpasować się w panujące dzisiaj trendy tego nie wiem. Mam nadzieję, że tak i płyta zdoła troszkę namieszać i odbije się to echem w środowisku. Mam też nadzieję, że będziemy w stanie pokazać, że scena ma się dobrze i zachęcić innych do tego że warto coś robić mimo tego, że się mieszka daleko od siebie.