Maria Konopnicka pisze:Drone pisze:
Oczywiście, że DEICIDE nigdy się nie zbliżyło do poziomu "Dawn Of Possession", nawet na całkiem przyzwoitym debiucie.
Łatwo wyobrazić sobie scenę death metalową bez Immolation, bez pierwszych trzech płyt Deicide nie jestem w stanie.
Duża, wierutna bzdura. Po owocach ich poznacie, Marian. Zachodzi tu podobny casus, jak w przypadku naśladowcow Slayer i Metallica. gdzie odpowiednikiem Slayera jest Immo, a Metaliki - Deicide. Wystarczy popatrzeć jak bardzo obecna scena death/ black inspiruje sie nagraniami jednych i drugich. Nie wyobrażam sobie istnienia Ulcerate, Svart Crown, Azarath czy Mitochondrion w obecnej postaci bez inspiracji nagraniami Immolation. Zaryzykował bym nawet stwierdzenie, że z pierwszych zespołów death metalowych to własnie formuła Immo jest najbardziej płodna i rozwojowa, przewyższając pod tym względem nawet Morbid Angel, a o Deicide nie wspominając.
Kogo natomiast zainspirował Deicide? Hate, Centurian, Thronaeon, Ahret Dev? Dobre bandy, w przypadku Centurian nawet bardzo, ale to jest nie TEN poziom.
Nie Marian, bez Immo bardzo ciężko wyobrazić sobie scenę deathową. To, że ich subiektywnie najlepsze nagrania przypadły na okres, kiedy dm był w odwrocie, nie oznacza, że są gorsi czy mniej wpływowi od Deicide czy Obituary. Myślę, że z automatu popełniasz popularny błąd, biorąc za esencję amerykańskiego deathu tylko to, co działo się na Florydzie, pomijając Nowy Jork, gdzie działy się rzeczy równie ważne, ale nieco mniej rozreklamowane medialnie.