Entropia

Vacuum ___2018
Klimatyczny jogging metal. Absurdalna szuflada? A do diabła z tym. Ta płyta naprawdę zmusza do fizycznej aktywności, zmiany przerzutki na szybszą, skakania przez kaniony i wbiegania na ośmiotysięczniki. To jest dosłownie godzinna reklama energetyków w okołometalowej oprawie. Króliczek Alcatela eksploduje w spazmach przeładowania, Lion odgryza głowę próbującego go zjeść dziecka, d...





Envig

By Human Hands ___2018
Klasyczny, motoryczny groove death metal. Ciężko walcujące się riffy, brzmiące tak, jakby zamiast strun gitarzyści założyli sobie czołgowe gąsienice, tratująca niczym batalion piechoty sekcja rytmiczna, wokalista ryczący niskim, zdartym growlem kolejne wersy żywcem wyjęte z “Na Zachodzie bez zmian” Remarque’a i unoszący się nieodzownie nad całością duch potężnego Bolt Th...





Reinfection

Breeding hate ___2018
Właśnie sobie uświadomiłem, że czekałem osiemnaście lat na chwilę, kiedy w moim odtwarzaczu zabrzmi drugi album tego monstrum z Przysuchy. To jedna z tych płyt wobec której miałem niesamowicie duże wymagania, własne wyobrażenia jak powinna brzmieć, i przede wszystkim miałem nadzieję, że dorówna przynajmniej swojej poprzedniczce. Nie bawiąc się dłużej w nikomu pewnie niepotr...





Conveyor

An Incarnated Restriction ___2018
Puławski duet zaskoczył mnie bardzo na plus. Młode chłopaki, ograniczony skład, a ścieżka stylistyczna którą obrali jest bardzo nieoczywista, odważna i wymagająca. Na swoim pierwszym materiale zaprezentowali 45 minut pokręconego, progresywnego death metalu utrzymanego produkcyjnie i kompozycyjnie w duchu starej szkoły - okolice wczesnych dokonań Meshuggah, Voivod, Atrocity, Atheist, ...





  • Revelations Tour - VADER / HATE / ELYSIUM / AZARATH - Warszawa – Poznań – Lublin, 2+3+9 Czerwiec 2002

    2002-06-26
    Co prawda Naczelny zlecił napisanie relacji z Poznania, ale że byłem również na warszawskim rozpoczęciu trasy, jak i lubelskim finale, to właśnie z takiej perspektywy to opiszę.
    Po raz kolejny Vader objechał Polskę. Czym ta trasa wyróżniała się od tych, z ostatnich paru lat, przetaczających się średnio 2 razy do roku przez nasz kraj? Na pewno profesjonalnym przygotowaniem. Skład i miejsca koncertów były znane dużo wcześniej, całość dobrze nagłośniona, a bilety dostępne m.in. w empikach. Wreszcie udało się zorganizować to, czego takim trasom od dawna brakowało, choć nie raz już zapowiadano – ”profesjonalne oświetlenie i nagłośnienie” – to poza tym, co oferowały kluby nie było w zasadzie niczego więcej. Teraz się udało. Pojechała oprawa świetlna (od Poznania), wizualna i dodatkowe nagłośnienie. To ostatnie na pewno przydało się w takich lokalach jak lubelskie Centrum Kultury, gdzie bez ”wsparcia” mogłoby marnie to wszystko zabrzmieć. Frekwencję na całej trasie można uznać jako średnio-dobrą, ponoć ok. 350-400 osób na koncert, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że przed trasą był Ozzfest, po Slayer a w bliskiej perspektywie ”smasz-fest”. Biorąc jednak pod uwagę wyniki np. Warszawy z trasy Vadera, Traumy i Decapitated z wiosny ubiegłego roku (podobno ok. 1000 osób) można powiedzieć o pewnej absencji stolicy. W Poznaniu w sumie do ostatniej chwili nie było wiadomo czy koncert się odbędzie z powodu... pustek pod klubem. Na szczęście Poznaniacy nadciągnęli i można było atakować :). Moim zdaniem, z tych trzech koncertów właśnie w Poznaniu najlepiej to wypadło. Wiąże się to w dużej mierze z możliwościami ”Eskulapa”. Odpowiednio duży (i wysoki) lokal pozwolił na pełną prezentację całej oprawy świetlno-graficzno-dymnej i dobre nagłośnienie koncertu. ”Proxima” jest pod tym względem trochę za niska, stąd czasami na tamtejszych koncertach brzmienie jest mało czytelne i akustyk musi się dobrze starać żeby ludzie się nie zastanawiali który to kawałek kapela gra. Niestety i tym razem trochę tak tam było; generalnie O.K., ale jak na moje uszy gorzej niż w ”Eskulapie” czy ”CK”. Czas przejść do bohaterów tych wieczornych szołów...

    Azarath – widziałem ich kiedyś w Lublinie z Behemothem, wtedy było w porządku, ale nic co by mi na dłużej zapadło w pamięć. Po wielokrotnych przesłuchaniach ”Demon Seed” w przed trasą, nie mogłem się doczekać i oczekiwałem wiele. Powiem tak, na tych trzech obejrzanych występach spotkałem czterech ludzi, którzy spowici dymem, w nabojach, ćwiekach, wydziarani, zagrali kawał brutalnego diabelskiego death metalu ze świeżością, dobrym brzmieniem, techniką i klimatem. Momentami czułem się jak bym był na koncercie jakiejś kapeli w pierwszej połowie lat 90-tych (Sarcofago, Morbid Angel), i jest to tylko i wyłącznie plus dla nich. Drugim plusem było zagranie coveru Acheron ”Ave Satanas” (w Poznaniu, a Lublinie także ”Countess Bathory” Venomu). Nigdy nie sądziłem, że ktoś to kiedyś zagra, bardzo miła niespodzianka. Inferno moim zdaniem dopiero właśnie w Azarath rozwinął skrzydła. Było czego posłuchać i na co popatrzeć. Ta pasja grania tych czterech ludzi z Azarath, którą czuć było wyraźnie, bardzo mi przypadła do gustu. Urodziło się coś specjalnego na naszym metalowym podwórku i życzę im jak najlepiej, a na każdy następny koncert pod szyldem Azarath na pewno się wybiorę.

    Elysium – od razu zaznaczam, że nie lubię takiej muzyki. Nie znaczy to jednak, że nie byłbym w stanie napisać o występach Elysium niczego dobrego. Niestety nie napiszę i będąc szczerym stwierdzam, że były to słabe występy, co było odczuwalne zwłaszcza na tle pozostałych kapel. Na pewno pokutował brak drugiego gitarzysty, przez co brzmienie było marne. Z drugiej strony widziałem parę kapel, które i z jedną gitarą osiągają świetne brzmienie. Być może był problem ze składem i nie zdążyli znaleźć zastępcy, a jeśli mieli do wyboru: zagrać tak albo w ogóle to.... sam nie wiem co bym wybrał. Nie wnikam. O ile na Azarath ludzie ściągali pod scenę z wyszczerzonymi zębami, to na następcach raczej wychodzili na piwo czy papierosa. Sorry chłopaki, ale nie tym razem.

    Hate – i ponownie wizerunki odwróconego Chrystusa wpisanego w krąg pentagramu zawisły na scenie. Przekaz Hate nie zmienił się od początku ich istnienia i za tą konsekwencję ich szanuję. Ze starego składu pozostał już co prawda tylko Adam ale widać, że jego ”wpływ” udziela się kolegom z zespołu :). Zabójcza maszyneria – tak bym ich określił na tych koncertach. Potężnie i brutalnie, wszystko gra ale czegoś na tych koncertach mi ( i nie tylko) brakowało. Dla jednych był to Mittloff , dla drugich brak pewnej ”iskry”, która jest potrzebna by wydzielić adrenalinę, dla innych był to repertuar – oparty prawie wyłącznie na ”Cain’s Way”. Dla mnie brakowało po trochu tego wszystkiego. Nowy ”garmen” wcale nie lepszy od Mittloffa; perkusistą nie jestem, ale wiem jak szybko powinien być zagrany ”Rapture”. Naprawdę słyszałem lepsze wykonania tego utworu. Chyba było lepiej pozostać przy wyśmienicie granym dotychczas ”Postmortem”. Oparcie z kolei setu na ostatniej płycie było dla mnie trochę dziwne. Hate to zespół z historią, który ma już dekadę istnienia dawno za sobą i spory dorobek utworów, z których część jest wręcz oczekiwana. Tymczasem poprzednie płyty zostały prawie pominięte. Tej równowagi w repertuarze, przekroju przez twórczość Hate mi zabrakło. Grane były natomiast dwa zupełnie nowe kawałki. Może się czepiam, bo przecież Hate to jeden z lepszych zespołów koncertowych w tym kraju, co udowodnili na tej trasie, ale słucham Hate od lat, bardzo ich lubię i wiem czego od nich oczekuję. Tym razem głód pozostał nie do końca zaspokojony :). Życzę ekipie Adama by jak najszybciej ruszyli na koncerty na Zachodzie, są bowiem w stanie nieźle tam namieszać.

    Vader – jak wyglądają ich koncerty wie chyba każdy maniak w tym kraju, skoncentruję się więc na tym, co było charakterystyczne dla ich koncertów właśnie na tej trasie. O oprawie koncertowej już wspomniałem. Wielkie oblicze Anioła Śmierci rozwieszone za perkusją Doca, dodatkowo podświetlone. Za Mauserem i Simonem płonące budowle nawiązujące do okładki ”Revelations”. Tak, dużo bym dał żeby ten wieczór w Poznaniu mieć na video. Długi set koncertowy, trwający grubo ponad godzinę to jedna niespodzianka. Drugą był dla mnie zestaw kawałków przygotowanych tym razem. Pięć perełek: True Names – grany po raz pierwszy na żywo, Privilege Of The Gods – również premiera, Breath Of Centuries – nie grany od lat, Son Of Fire – bonus z zachodniego wydania digi-pack (my mamy Traveller’a), Revelation Of Black Moses – nie sądziłem, że w ogóle będzie grany na koncertach, miodzio. Do tego dość dawno nie grany flagowy z ”Black To The Blind” i utwór-kult – Dark Age. Z ostatniej płyty grany również Torch Of War i ”keferowy” - The Nomad. Poza tym wszystkie dobrze znane tracki z tzw. żelaznego repertuaru. O ile w Wawie i Poznaniu obyło się bez coverów, o tyle w Lublinie na bis - „Raining Blood”. Zmiana składu, nowa płyta, dobra trasa – wszystko to wyszło chyba Vaderowi na zdrowie, którego to nie omieszkaliśmy wypić ”Na końcu świata” :).
    Suma sumarum – zajebista traska, kto nie był niech żałuje.added by: Grzegorz Piątkowski

Reinfection

Czy damy radę wpasować się w panujące dzisiaj trendy tego nie wiem. Mam nadzieję, że tak i płyta zdoła troszkę namieszać i odbije się to echem w środowisku. Mam też nadzieję, że będziemy w stanie pokazać, że scena ma się dobrze i zachęcić innych do tego że warto coś robić mimo tego, że się mieszka daleko od siebie.

Nuclear Holocaust

Jest old school, bo nie zagraliśmy ani jednego oryginalnego dźwięku, kawałki są krótkie, jest w nich mnóstwo thrashu i punka, szczypta death metalu – to dla wielu będzie właśnie przepisem na grindcore, zmieniają się tylko proporcje. Nie boli nas ta łata, nie chce nam się też szukać innej.

Ulcer

Może dzięki uwielbieniu Dissection jest na Heading Below więcej melodii? Może za sprawą Testimony of Ancients znalazły się klawiszowe podkłady? Być może dlatego, że kochamy Autopsy jest więcej tłustych zwolnień? Jakoś tak to wszystko naturalnie przyszło.